W dyskusji o rekonstrukcji rządu jeszcze nie pojawiają się konkretne nazwiska ‒ zarówno jeśli chodzi o ministrów do zdymisjonowania, jak i ich następców – wynika z naszych informacji uzyskanych z kilku źródeł w PiS i rządzie. tłumaczy nasz rozmówca.
Głównym celem powakacyjnej rekonstrukcji rządu jest jego radykalne odchudzenie. Już obecny miał być mniej liczny, ale, jak słyszymy, prezes PiS Jarosław Kaczyński nie chciał generować konfliktów wewnątrz koalicji przed wyborami. Teraz ma większe pole manewru.
‒ mówi nam polityk PiS.
Według naszych informacji „miotła” szykuje się też na szczeblu wiceministrów, zwłaszcza sekretarzy stanów, którzy mogą łączyć swoje funkcje ministerialne z mandatem poselskim lub senatorskim. twierdzi jeden z działaczy PiS.
Cel zmian: skrócenie i uproszczenie procesu decyzyjnego. wskazuje jeden z naszych rozmówców. Inny przykład to lex Uber, czyli regulacja mająca ucywilizować sytuację na rynku przewozu osób. dodaje nasz rozmówca.
Według naszych informacji na dziś pewne swoich losów nie mogą być ministerstwa: sportu, gospodarki morskiej, funduszy i polityki regionalnej, cyfryzacji oraz infrastruktury. zdradza nam osoba z obozu rządzącego.
Wciąż aktualna jest realizacja koncepcji, zgodnie z którą przy odchudzaniu całego rządu po jednej tece straciliby koalicjanci PiS, czyli Solidarna Polska i Porozumienie (obecnie mają po dwa). Miałoby się to stać wskutek fuzji resortu środowiska z klimatem oraz edukacji z nauką. SP i Porozumienie mówią tym pomysłom „nie”.
Jak mówi nam jeden z polityków Porozumienia, rozmowy na temat zmian w rządzie są możliwe, o ile w posiadaniu partii koalicyjnych pozostałaby taka sama liczba działów, z których tworzy się resorty. Taka koncepcja oznacza, że nawet gdyby SP i Porozumienie straciły po jednym resorcie, to przypadające im ministerstwa zostałyby powiększone.
W kontekście rekonstrukcji rządu pojawia się kwestia poszerzenia koalicji. Na razie nie ma do tego chętnych, ale PiS liczy, że samo poruszanie tego tematu zmiękczy postawę mniejszych koalicjantów.
Sondaż United Surveys dla Dziennika Gazety Prawnej i RMF FM pokazuje, że wśród wyborców PiS popularna jest idea powiększenia koalicji. Wśród ogółu poparcie dla takiego pomysłu i sprzeciw wobec niego deklaruje podobny odsetek ankietowanych. Wśród osób, które w ostatnich wyborach do Sejmu głosowały na PiS, 57 proc. uważa, że rząd powinien szukać dodatkowego wsparcia.
‒ komentuje wyniki badania Krzysztof Sobolewski z PiS.
Najbardziej pożądanym koalicjantem byłaby Koalicja Polska, czyli PSL plus Kukiz’15. Zwolennikami takiego aliansu prócz wyborców PiS są także popierający PSL. Koalicjant numer dwa dla PiS to Konfederacja. Do tej pory jedyną próbą awansu pod adresem tych środowisk była deklaracja prezydenta Andrzeja Dudy „koalicji polskich spraw”, ale na razie nie poszło za nią konkretne zaproszenie na spotkanie dla liderów tych ugrupowań. Wiadomo, że PiS wywiera presję na PSL, chce skłonić ludowców do odwrócenia koalicji w sejmikach w skali kraju. Dziś jest remis: w ośmiu rządzi PiS, w ośmiu opozycja. Zmiana frontu PSL spowodowałaby, że PiS współrządziłby w 15 sejmikach.