– Ciężko jest wyprowadzać hufce na pole bitwy, jak nie wiadomo, gdzie jest przeciwnik. Nie wiemy, jak głębokie jest pęknięcie w PiS, czy wiąże się to też z demontażem Porozumienia – mówi Marcin Kierwiński z PO. Jego zdaniem opozycja powinna na spokojnie analizować możliwe warianty rozwoju sytuacji i reagować w zależności od tego, co się wydarzy. – Wyrok na Ziobrę został wydany, pytanie, kiedy ma zostać zrealizowany. Szef Solidarnej Polski ma zostać poniżony, ale dalszy rozwój sytuacji zależy od tego, ilu jego posłów uda się podebrać PiS – dodaje inny polityk KO. Jeśli koalicja się nie rozpadnie, a PiS na dobre nie rozejdzie się z oboma koalicjantami, to pole do działania dla partii opozycyjnych nie jest duże. – To od partii Jarosława Kaczyńskiego zależy rozwój sytuacji. Nie sądzę, byśmy mieli szanse na przejęcie inicjatywy – mówi jeden z polityków opozycji. Jednocześnie nie wychodzi ona z żadnymi inicjatywami, by nie odwracać uwagi od konfliktu w łonie rządzących. – To nie czas na inicjatywy polityczne, jak się tłuką między sobą, nie ma co między nich wchodzić – mówi polityk KO. Podobne zdanie ma PSL. – Primum non nocere – zauważa z przekąsem rzecznik ludowców Miłosz Motyka.

Reklama

Dlatego dopóki trwają turbulencje w PiS, raczej nie ma co się spodziewać np. wniosków o wotum nieufności wobec ministrów, bo tego typu działania tylko konsolidują rządzących. – Niech się pokłócą do końca – mówi ważny polityk Platformy. Ta taktyka może się zmienić, jeśli układ sił zasugeruje, że wniosek miałby szanse. Ale na razie opozycja obserwuje, w jakim kierunku rozwija się sytuacja w obozie rządowym.

Na razie nie ma też mowy o szukaniu większości dla rządu poza PiS. Politycy opozycyjni zdają sobie sprawę, że wobec rozproszenia i różnorodności ideowej wątpliwe jest powodzenie planu pod hasłem "wspólny rząd”. A koszty polityczne mogłyby być bardzo wysokie. – Natychmiast PiS uderzyłby w tony, że szykujemy koalicję od Zandberga do Korwina, nie mówiąc o Ziobrze, gdyby chciał do niej przystąpić – zauważa polityk PO. Politycy tej formacji przypominają rok 2007, kiedy posypała się koalicja PiS-LPR-Samoobrona i w łonie ówczesnej opozycji pojawiały się pomysły, żeby stworzyć z dwoma byłymi koalicjantami większość rządową, nawet z premierem technicznym.Tusk wtedy nie uległ i poszedł na wybory, i to mimo, że sondaże dawały zwycięstwo PiS – zauważa polityk PO.

Teraz Platforma, ale i inne partie zamierzają jednak konsultować działania na bieżąco. – Powinniśmy się porozumieć także z opozycją pozaparlamentarną na wypadek przedterminowych wyborów – podkreśla jeden z naszych rozmówców. Ale wszyscy mówią, że na razie to wątpliwa perspektywa. – Nie wierzę w żadne wybory, Kaczyński nie zaryzykuje utraty władzy – mówi polityk lewicy. Ale nawet gdyby doszło do trwałego rozpadu koalicji rządowej, to PiS będzie starał się wybrać moment na wybory i sposób ich przeprowadzenia. Z trzech dróg, jakimi można do tego doprowadzić: nieuchwalenia budżetu, trzykrotnej dymisji rządu czy uchwały o skróceniu kadencji Sejmu, opozycja może odegrać główną rolę w tym ostatnim scenariuszu. Samorozwiązanie przyjmuje się większością dwóch trzecich głosów, czyli potrzeba do tego poparcia PO.

Zdaniem jednego z naszych rozmówców w takim przypadku opozycja powinna poprzeć uchwałę, bo może wygrać. – To jedyna szansa, by odsunąć PiS od władzy. Choć to będzie także decyzja Kaczyńskiego, to także opcja na trwały demontaż obozu władzy – mówi polityk Platformy.

Wstrzymanie się z działaniami w sprawie kryzysu rządowego nie oznacza bierności. Opozycja zamierza uderzyć w PiS tam, gdzie jest najsłabszy – chodzi o ustawę o ochronie zwierząt i jej odbiór w części wiejskiego elektoratu. – Przez pięć lat jeździliśmy na wieś i słyszeliśmy: po co mamy głosować na was, skoro PiS nam wszystko daje. A teraz pierwszy raz od lat PiS coś odbiera i wyborcy do nas wracają – mówi jeden z czołowych polityków PSL. I ludowcy – nieoficjalnie wspierani przez resztę opozycji – zamierzają w Senacie wcielić się w rolę adwokatów rolników. W środę ma się odbyć nieoficjalne wysłuchanie publiczne ustawy na senackich komisjach, na które zaproszone zostaną wszystkie zainteresowane organizacje – zarówno rolnicze i hodowców, jak i obrońców zwierząt. Pozostałe ugrupowania opozycyjne popierają jednak większość zapisów ustawy, ale chcą dać czas, by krytyczne wobec PiS głosy wybrzmiały. Dlatego Senat nie będzie się spieszył z pracami. Choć i lewica, i PO myślą o wprowadzeniu do ustawy poprawek. – Jeśli PiS przepycha to rozwiązanie, to chcemy dać możliwość wypłaty odszkodowań dla rolników i pracowników z zamykanych czy ograniczanych branż. Takie poprawki zgłaszaliśmy już w Sejmie, choć o tym powinien pomyśleć przede wszystkim PiS – mówi Marcin Kierwiński.

Kryzys w rządzie paradoksalnie wpływa też na wewnętrzną sytuację w PO, która miała wkrótce decydować o wyborze szefa klubu w miejsce Borysa Budki. Wobec politycznej burzy w PiS pojawiły się głosy, by decyzję w tej sprawie odsunąć, by nie stwarzać wrażenia, że gdy rząd się wali, opozycja zajmuje się sobą. Ale są też tacy, którzy uważają, że wobec kryzysu politycznego rywala tym bardziej wewnętrzne rozstrzygnięcia w PO powinny zapaść jak najszybciej.