Michał Kamiński: Pomysł prezydenta jest taki, aby nadal, nawet jeśli jego interes na tym cierpi, nie wpisywać się w polityczne, partyjne przepychanki. Ten artykuł DZIENNIKA pokazuje właśnie,
że prezydent wycofuje się z ataków na rząd, unika konfrontacji po to, aby Polska mogła prowadzić spójną politykę zagraniczną.
Skłamałbym gdybym powiedział, że minister Sikorski jest ulubioną postacią pana prezydenta, ale w przypadku polityki zagranicznej prezydenta, nie chodzi o sympatię czy jej brak.
Prezydent zachowuje się w porządku. Podejmuje działania, które są przewidziane w konstytucji. Jeśli ma wątpliwości, doprowadza do konfrontacji. Rzecz działa się legalnie. Ale jednocześnie
podpisuje kolejne nominacje ambasadorskie pana ministra.
Nie słyszałem tych rozmów i nie będę się na ich temat wypowiadać. Liczą się skutki. Pan prezydent protokołuje rozmowy, bo ma złe doświadczenia, kiedy jego działania są źle
interpretowane. I właśnie wasz arytykuł pokazuje, że pani minister Fotyga pojechała do Waszyngtonu, by wzmacniać rząd, a nie osłabiać.
Ja mogę powiedzieć, że w tych sprawach winy nie ponosi Kancelaria Prezydenta.
Ja reprezentuję prezydenta. Prezydent współpracuje dla dobra Polski.
Owszem mam poczucie, że coś jest nie tak. Ta polityka podlega dziś wpływowi ośrodków PR-owskich, a nie strategicznej wizji przyszłości naszego kraju. Jest rzeczywiście chorą sytuacją,
jeżeli o kluczowych sprawach decydują faceci od wizerunku, a nie profesjonalni dyplomaci. Tylko u prezydenta akurat tak nie jest.