W złożonym przez grupę posłów PiS projekcie ustawy w celu zapewnienia w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii kadr medycznych zapisano, że pielęgniarki, położne, ratownicy medyczni i lekarze spoza Unii Europejskiej mają być przyjmowani do pracy na uproszczonych zasadach. W uzasadnieniu argumentowano to potrzebą wzmocnienia kadr medycznych w związku z epidemią. Zgodę na wykonywanie zawodu przez personel medyczny spoza UE miałby wydawać minister zdrowia. On miałby też ogłaszać wykaz dokumentów potrzebnych do spełnienia warunków zatrudnienia.

Reklama

Projekt przewiduje też uproszczenie zasad powrotu do zawodu medycznego osobom mającym przerwę w wykonywaniu zawodu dłuższą niż 5 lat: obowiązek przeszkolenia zastąpiono pracą przez trzy miesiące pod nadzorem innego lekarza. Ponadto projekt wprowadza możliwość wykonywania pracy przez wojewódzkich koordynatorów ratownictwa medycznego i dyspozytorów medycznych nieprzerwanie przez 24 godziny.

Rajmund Miller (KO) wniósł o odrzucenie projektu jeszcze przed rozpoczęciem pierwszego czytania. Uzasadnił to m.in. opinią Biura Analiz Sejmowych, że projekt zawiera wiele błędów. Ostatecznie wniosek był głosowany po pierwszym czytaniu i nie uzyskał poparcia większości.

Podrobione dyplomy ze Wschodu

Z kolei Jan Szopiński (Lewica) złożył wniosek o odroczenie do przyszłej środy rozpatrywania projektu, by mógł on być poprawiony i by resort zdrowia odniósł się do wszystkich zgłoszonych uwag do projektu i opisał jego zgodność z przepisami UE. Ten wniosek również został odrzucony.

Pojawiały się też głosy, aby przerwać obrady do czasu ogłoszenia w Dzienniku Ustaw tzw. ustawy covidowej z 28 października, bo rozpatrywane przepisy odnoszą się do niektórych zapisów nieopublikowanej ustawy. Posłowie opozycji zauważyli też, że nieopublikowana ustawa zawiera zapisy dotyczące zatrudniania lekarzy spoza UE.

Kwestia przyjmowania do pracy pracowników medycznych spoza Wspólnoty zdominowała dyskusję nad projektem. Przedstawiciele samorządów lekarskiego i pielęgniarskiego zwrócili uwagę, że proponowane przepisy stwarzają zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentów. Jak podkreśliła prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych Zofia Małas, jest ogromna różnica w kształceniu pielęgniarek w krajach zza wschodniej granicy i w Polsce, a organizacja niejednokrotnie składała zawiadomienia do prokuratury o podrobionych dyplomach ze Wschodu.

Odpowiadając na te zarzuty, wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski wyjaśnił, że pracowników medycznych spoza UE zatrudniałby nie minister, ale dyrektor placówki medycznej. Nie zatrudniłby więc kogoś, jeśli uznałby, że dana osoba nie spełnia określonych kryteriów merytorycznych czy językowych.

Małgorzata Zadorożna z resortu tłumaczyła, że proponowane przepisy nie zmierzają do uznania kwalifikacji osób spoza UE, tylko do ich warunkowego dopuszczenia do pracy.

Ostatecznie posłowie wykreślili z projektu zapisy o dopuszczaniu do pracy na uproszczonych zasadach lekarzy spoza UE. Wykreślono też zapis o tym, że podczas epidemii lekarz dentysta może udzielać innych świadczeń zdrowotnych.

Posłowie poparli za to zatrudnianie na uproszczonych zasadach ratowników medycznych spoza UE. Przyjęli też szereg poprawek doprecyzowujących. Odrzucono m.in. poprawki Marceliny Zawiszy (Lewica), by wykreślić z projektu zapisy o kierowaniu do pracy na SOR-ach i by podawać w Biuletynie Informacji Publicznej zbierane dane o zakażonych pacjentach, ich wieku, prowadzonej tlenoterapii i liczbie łóżek szpitalnych. Prezentując poprawkę, Zawisza zaznaczyła, że Polska do dziś nie ma rzetelnego systemu monitoringu epidemii, a opinia publiczna została pozbawiona danych do tej pory publikowanych przez lokalne stacje sanepidu.