"Analiza opisanego stanu faktycznego doprowadziła do wniosku, że Bronisław Komorowski nie popełnił przestępstwa, bo uzyskane przez niego informacje miały charakter ogólny i niepoparte były dowodami" - mówi Katarzyna Szeska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Reklama

A sam Komorowski twierdzi, że wystarczyło, iż o wizycie oficera wojskowych służb specjalnych PRL Aleksandra Lichockiego i oficera WSI Leszka Tobiasza powiedział ówczesnemu ministrowi do spraw służb specjalnych Pawłowi Grasiowi oraz szefom SKW i ABW, skąd sprawa trafiła do prokuratury.

>>>Przeczytaj zeznania Komorowskiego, które wyciekły z prokuratury

Brak śledztwa w tej sprawie to cios dla PiS. Bo właśnie szef klubu tej partii Przemysław Gosiewski chciał, by to prokuratorzy zbadali, czy marszałek miał obowiązek zawiadomić prokuraturę po wizycie oficerów WSI. Według Gosiewskiego, Komorowski mógł nie dopełnić obowiązków i tym samym złamać prawo.

"Mam świadomość, że dzisiejszą prokuraturą rządzi pan Zbigniew Ćwiąkalski" - stwierdza wprost Przemysław Gosiewski i idzie dalej w krytykowaniu śledczych. "To jeszcze raz pokazuje, że w sprawach, które są bardzo niewygodne dla obozu Platformy Obywatelskiej, często prokuratury patrzą w inny sposób na przepisy prawa niż w normalnych sprawach" - mówi poseł PiS.

Reklama

>>>Macierewicz oskarża Komorowskiego o namawianie do kradzieży tajnego aneksu

A były szef komisji weryfikacyjnej tych służb Antoni Macierewicz stwierdził nawet, że marszałek Sejmu przyznał się, że namawiał wtedy Lichockiego do kradzieży tajnego aneksu raportu z weryfikacji WSI. Świadczyć mają o tym słowa Komorowskiego, że "wyraził wstępne zainteresowanie" dostępem do aneksu.