Jestem po prostu pacjentem, a nie premierem. Z dodatkowych dawek dla WUM mogli korzystać pacjenci placówek, a ja jestem jednym z nich - mówił na antenie TVN24 były premier, Leszek Miller. Dowiedziałem się przez telefon, że jest taka możliwość, a ja mam 75 lat i różne schorzenia i boję się tego wirusa - dodał. Dlatego też postanowił skorzystać z tej oferty. Wyjaśnił, że nie brał udziału w zorganizowanej promocji szczepień, ale postanowił o tym, że dostał zastrzyk, poinformować w sieci. Obiecał też, że chętnie zaangażuje się w akcji na rzecz popularyzacji szczepień. Leszek Miller dodał też, że akcją szczepienia pacjentów, personel WUM uratował wiele szczepionek. To należy nagrodzić - powiedział.

Reklama

Zapewnił też, że jego szczepienie nie ma nic wspólnego ze szczepieniem poza kolejnością artystów. Mnie nie namawiano, żebym przyszedł. Jestem z innego świata - podsumował.

O co chodzi w "aferze szczepionkowej"?

Warszawski Uniwersytet Medyczny informował w tym tygodniu, że z puli dodatkowych 450 dawek szczepionek, które niezależenie od etapu zerowego szczepień obejmującego personel medyczny otrzymał od Agencji Rezerw Materiałowych i które musiały być wykorzystane do końca roku, zaszczepił m.in. 300 pracowników szpitali WUM oraz grupę 150 osób obejmującą rodziny pracowników, pacjentów będących pod opieką szpitali i placówek WUM, w tym 18 znanych postaci kultury i sztuki, które zgodziły się zostać ambasadorami powszechnej akcji szczepień.

Komentarze na temat szczepień osób, które nie są pracownikami ochrony zdrowia, wywołała m.in. informacja o zaszczepieniu się byłego premiera, europosła SLD Leszka Millera. O zaszczepieniu przeciw COVID-19 poinformowała też aktorka Krystyna Janda. Polsat News informował wcześniej w sobotę na liście osób zaszczepionych w puli z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego są aktor Wiktor Zborowski oraz satyryk i reżyser Krzysztof Materna. Przyjęcie pierwszej dawki szczepionki potwierdziła również aktorka Maria Seweryn.