Informowałem wcześniej, że odpuszczam wystąpienia polityczne, by zająć się finansami, bo mam kłopoty w tym zakresie. W związku z tym, nie mówiłem do państwa, ale to, co wyprawia największy oszust, kłamca i prowokator Cenckiewicz, zmusza mnie do wystąpienia. Pytałem ludzi prawa, czy informować o procesach, czy jednak pozwolić, by sąd rozwiązał te problemy. Ja dotrzymałem słowa, a patrzcie, co wyprawia ten typ. Powyrywał fragmenty z toczącego się procesu i w dalszym ciągu interpretuje po swojemu - mówi Lech Wałęsa.

Reklama

Powiedziałem "będziesz wisiał za to, co zrobiłeś – za kłamstwa i pomówienia”, tylko że w tej interpretacji masowej "wisiał", nie znaczy, że będę go wieszał czy żądał, by go powieszono. To znaczy: "odpowiesz za swoje czyny, że prawda cię powiesi", a on znów próbuje was oszukiwać i pokazywać, co niby miałem na myśli. Czy tak można? Czy sąd na to pozwoli? To, co usłyszałem z jego opracowań i wystąpień na mój temat, to przysięgam na wszystkie świętości, to się w głowie nie mieści, by takie bzdury wymyślać – kontynuuje.

To jest największy łobuz, jakiego w życiu spotkałem. To demagog i populista. Wiem, że prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw, bo wszystkie pomówienia są wymyślone – powiedział były prezydent.

"Ikoną zakłamania III RP", a także "niebezpiecznym dla wielu osób człowiekiem" nazwał b. prezydenta Lecha Wałęsę dyrektor Wojskowego Biura Historycznego Sławomir Cenckiewicz. Chodzi o zachowanie Wałęsy podczas rozprawy w procesie o naruszenie dóbr osobistych, który wytoczył mu historyk.

Ze względu na historyczną rolę Lecha Wałęsy w dziejach Polski, który do dzisiaj pozostaje symbolem polskiego, a nawet i wschodnioeuropejskiego postkomunizmu, uznałem za właściwe przedstawić opinii publicznej wyjątkowy fragment nagrania wideo z rozprawy z 1 czerwca br. jako swoisty znak czasu oraz symbol zła i kłamstwa w życiu publicznym, jakie konsekwentnie od lat siedemdziesiątych aż do teraz reprezentuje Wałęsa - czytamy w oświadczeniu Cenckiewicza opublikowanym na portalu dorzeczy.pl.

Na opublikowanym na tym samym portalu nagraniu widać, jak Wałęsa krzyczy do Cenckiewicza, że będzie "wisiał" za "bezczelne kłamstwo". Pan będzie się wstydził tego, że pan miał czelność się do mnie tak odnosić - dodał potem b. prezydent. W reakcji na te słowa sędzia poprosiła o "stonowanie emocji".

Cenckiewicz kontra Wałęsa

W procesie, który toczy się od ubiegłego roku, Cenckiewicz domaga się, by Wałęsa przestał publicznie zarzucać mu fałszowanie dokumentów o jego współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. W oświadczeniu wydanym po publikacji nagrania historyk podkreślił, że autentyczność teczki tajnego współpracownika Wydziału III Służby Bezpieczeństwa w Gdańsku o pseudonimie "Bolek" w 2017 r. jednoznacznie potwierdził Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. J. Sehna w Krakowie.

Nie ulega zatem wątpliwości, że Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB o ps. +Bolek+, zaś jego przesłuchanie prokuratorskie, w którym zaprzeczał, aby +był autorem zobowiązania do podjęcia współpracy z SB i innych okazanych mu dokumentów z teczki pracy i teczki personalnej agenta o pseudonimie Bolek+ oraz, że +nigdy nie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, nie podpisał żadnego pokwitowania odbioru pieniędzy od SB, nie sporządził też żadnego doniesienia+ (...), nie polegało na prawdzie - czytamy.

Jak podkreślił Cenckiewicz, "mimo jednoznaczności opinii Instytutu Sehna, ale i stanowiska pionu śledczego IPN Lech Wałęsa nie tylko nie wycofał się ze swoich kłamstw, ale powtórzył je przed sądem w dniu 1 czerwca br." "I w dodatku uczynił to w sposób, ponownie mnie znieważając, grożąc mi w dodatku śmiercią przez powieszenie" - napisał.

Historyk dodał, że już wcześniej Wałęsa "wielokrotnie go obrażał". Wszystko to cierpliwie znosiłem, płacąc osobistą cenę za zdemaskowanie licznych fałszerstw w biografii Wałęsy. Jednak na notorycznie powtarzane kłamstwo dotyczące rzekomego podrobienia materiałów agenturalnych Wałęsy zgodzić się nie mogę - napisał.

Po tym, gdy Cenckiewicz w 2019 r. zagroził Wałęsie sądem, b. prezydent odparł: To tylko może wnuk ubeka coś takiego powiedzieć. Ja się bardzo cieszę, bo wreszcie mu udowodnię wobec sądu podrobienie tych dokumentów.

A ktokolwiek z was nie wierzy, to zapytajcie się kogokolwiek, czy bezpieka mogła dokonać takie błędy, jakie są w tej dokumentacji. Weźcie jedną kartkę, tę pierwszą - tam nie ma nazwisk, które mówią, że my się tam wpisaliśmy. Ja mam świadków, którzy sami do mnie się zgłosili, że sami się wpisali i nie ma ich. Więc ta dokumentacja jest podrobiona. Nikt kto jest poważny, nie może nie uwierzyć w to, a grafolodzy powinni to szybko potwierdzić - ocenił b. prezydent.

Reklama

Sprawa agenturalnej przeszłości byłego przywódcy Solidarności i prezydenta Polski jest przedmiotem debaty publicznej od kilku dekad. Lech Wałęsa zdecydowanie zaprzecza, żeby kiedykolwiek współpracował z tajnymi służbami PRL. Podejmuje w tej sprawie także kroki prawne. W ocenie Instytutu Pamięci Narodowej, a także wielu historyków zajmujących się Solidarnością, kwestia współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa w pierwszej połowie lat 70. jest bezsporna.