"+Wolni i Solidarni+ to dewiza, która ś.p. Kornelowi Morawieckiemu towarzyszyła przez dziesięciolecia jego działalności. Nadana Solidarności Walczącej była niemal synonimem jej nazwy, wyrażającym najważniejsze idee i cele tej organizacji" – napisano w przesłanym PAP "oświadczeniu w sprawie przywłaszczenia nazwy Wolni i Solidarni". Wskazano, że Kornel Morawiecki dużą wagę przywiązywał do tego, aby nazwa ta "nie została zawłaszczona dla celów niezgodnych z ich znaczeniem".

Reklama

"To dlatego w statucie formacji noszącej to imię zawarł warunki jego wykorzystywania. Obecna próba prowadzenia działalności pod tym szyldem jest sprzeczna z wolą ś. p. Kornela Morawieckiego, a także osób w minionych latach współtworzących organizację Solidarność Walcząca oraz koło poselskie +Wolni i Solidarni+" – napisano. Jak dodano, próba ta stanowi "uzurpację wywołującą nasz sprzeciw, oznaczający także podjęcie przez nas stosownych kroków prawnych".

Artur Adamski ze Stowarzyszenia Solidarność Walcząca powiedział w rozmowie z PAP, że hasło to było dla Kornela Morawieckiego niezwykle ważne, czymś z kategorii sacrum. W ostatnich latach życia, kiedy tworzył partię, nie do końca panował nad tym, kto do niej wchodził. Mamy w tej chwili do czynienia z sytuacją, w której jacyś ludzie, o których wiemy bardzo mało, podjęli decyzję o reaktywowaniu tej partii bez porozumienia z kimkolwiek, kto miałby prawo do posługiwania się tą nazwą - powiedział. Jak wyjaśnił, chodzi o prawo w sensie etycznym, hasło było bowiem wykorzystywane w bardzo konkretnych celach i kontekstach, i nigdy nie było nadużywane.

Zaznaczył, że w stowarzyszeniu Solidarność Walcząca działają ludzie, którzy za hasło +Wolni i Solidarni+ bardzo drogo w latach 80. płacili. I dowiadują się nagle, że ich hasło służy komuś do powołania bytu politycznego – wskazał Adamski. Dodał, że nie zostali o tym powiadomieni także byli członkowie koła poselskiego w Sejmie VIII kadencji. Podkreślił, że jeżeli takie działania podejmowane są bez jakiegokolwiek kontaktu (…) trudno się spodziewać, żeby ludźmi zachowującymi się w taki sposób mogły kierować jakieś dobre intencje.

Nowy szef partii: Jesteśmy w bojowych nastrojach

Reklama

O oficjalnym rozpoczęciu działań reaktywowanej partii mówił w ubiegłym tygodniu w rozmowie z portalem naTemat.pl wybrany we wrześniu na przewodniczącego Rady Krajowej partii Wolni i Solidarni Zbigniew Pomieczyński. Reaktywowaliśmy partię, chcemy, żeby koło też zmartwychwstało. Jesteśmy w bojowych nastrojach - zaznaczył, cytowany w przez portal działacz. W rozmowie z PAP Pomieczyński powiedział, że jest mu przykro z powodu reakcji Solidarności Walczącej i byłych członków koła poselskiego.

Zawsze ceniłem współpracę z Solidarnością Walczącą. My, jako partia chcielibyśmy cały czas pielęgnować i Solidarność Walczącą, i dawne tradycje – powiedział. Dodał, że taka reakcja ze strony działaczy to "nieporozumienie", wynikające z nieznajomości sprawy. Powstały realne organy (partii – PAP), były trzy zjazdy. (…) Jeszcze przed śmiercią Kornela (Morawieckiego) obiecywałem mu pewne rzeczy - zaznaczył Pomieczyński, dodając, że pomagał liderowi WiS, m.in. budując struktury partii w województwie zachodniopomorskim. Zaznaczył, że reaktywowana partia nie ma na celu walki z nikim, ale m.in. pomoc i pielęgnację "credo Kornela Morawieckiego". Miał pomysły, które chciałem pomóc urzeczywistnić - wskazał. Mamy teraz pospolite ruszenie. Jestem mile zaskoczony – w każdym województwie reaktywuje się koło po kole – mówił Pomieczyński.

Partia Wolni i Solidarni została zarejestrowana w listopadzie 2016 r., po powstaniu koła poselskiego w kwietniu tego roku. Przewodniczącym WiS został Kornel Morawiecki. Po jego śmierci we wrześniu 2019 r. koło poselskie przestało istnieć, a partii wyznaczono kolejno dwóch kuratorów. W br. przewodniczącym reaktywowanej partii został Jan Miller. Podczas trzeciego zjazdu partii we wrześniu br. wybrano siedmioosobowy zarząd.