Reklama

We wtorek przewodniczący PO i były premier oraz były przewodniczący Rady Europejskiej wystąpił z prelekcją pt. „Polska-Ukraina-Świat. Szanse i zagrożenia” na Uniwersytecie Rzeszowskim.

Nie mam żadnych wątpliwości, że my - stając po stronie Ukrainy - stajemy nie tylko po stronie własnego bezpieczeństwa i interesu, ale przede wszystkim stajemy po stronie dobra w walce ze złem - mówił Tusk.

Tusk przemawia do studentów

Reklama

My po doświadczeniach ostatnich kilku lat, szczególnie doświadczeniu pandemicznym i ataku Rosji na Ukrainę, my dokładnie od tego momentu mamy prawo spodziewać się wszystkich, nawet najbardziej nieprawdopodobnych scenariuszy - ocenił.

Wyraził przekonanie, że świat znowu doszedł do takiej granicy, gdzie „wszystko, co dla nas święte i ważne jest naprawdę zagrożone”.

Ten świat oparty na wolności, na szacunku dla człowieka, na respekcie dla słabszych ze strony silniejszych, ten świat, o którym marzyliśmy, moje pokolenie, w którym wy się wychowujecie, ten świat można uratować – mówił zwracając się do zgromadzonych w uniwersyteckiej auli studentów.

Wskazywał jednocześnie, że świat sam, „bez naszego wysiłku”, nie obroni się, tak, jak Ukraina nie przetrwałaby nawet tygodnia, gdyby ludzie nie zdecydowali się jej bronić, bronić „tego świata, o którym też marzyli”, a w dodatku jak wiemy, "to jest ten nasz świat".

Reklama

Tusk mówił, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć zdarzeń w najbliższych dniach i tygodniach, ale wszyscy powinniśmy pamiętać, że nawet jeśli złe rzeczy dzieją się setki albo tysiące kilometrów od nas np. w Donbasie czy Wenezueli „i nas to za bardzo nie obchodzi, bo dość daleko i nie do końca wiadomo o co chodzi”, to przygotowanie do zdarzeń nieprzewidywalnych wymaga od nas nadzwyczajnej odporności jaką dzisiaj właśnie pokazuje Ukraina. Takiej elastyczności i nowoczesnego myślenia, takiego sprytu przez możliwie duże S, takiej zdolności dostosowania się, nie kapitulacji, ale dostosowania się do zmieniających się warunków politycznych cywilizacyjnych technologicznych - dodał.

Były premier o postawie Polaków

B. premier podkreślił, że Polacy jako ludzie, społeczeństwo, zdali egzamin z moralności, gościnności, solidarności w obliczu fali uchodźców, a także ze sprawności w udzielaniu pomocy, co z niedowierzaniem i uznaniem dostrzegają obcokrajowcy, np. z Niemiec, Holandii, Francji, którzy przyjeżdżają do naszego kraju, żeby też pomagać.

Warto z tej lekcji ukraińskiej wyciągnąć też taki wniosek, że być może my, poprzez falę uchodźców i poprzez nasze zaangażowanie też uczymy się pewnych zachowań na przyszłość. (…) To jest też coś, co nas przygotowuje do tych następnych, bardzo trudnych wyzwań i lat, i powinniśmy umieć jakby wyciągnąć z tego też pozytywne wnioski dla nas samych, jak się zachowywać – zauważył Tusk.

Według niego, okazało się, że polityka rozumiana jako zaangażowanie w sferę publiczną, polityka, która jest zbudowana na bardzo solidnym, etycznym fundamencie, potrafi zmieniać świat i pomagać ludziom, a zaangażowanie się w pomoc uchodźcom jest polityką „w najczystszej i z najpiękniejszej postaci”.

Być może ta lekcja wojny, nie wiemy jak ona się zakończy, ale ta lekcja wojny nauczyła być może na wszystkich tego, że dobro nie musi być takie bezradne, że dobro nie musi znikać ze sfery publicznej, że dobro może wygrywać ze złem. Uważam, że ta lekcja może być też taką wielką dawką motywacji, szczególnie dla młodych ludzi, że warto robić dobre rzeczy, i że to nie jest tylko w kategoriach poświęcenia, że to dobro wróci w bardzo konkretnym wymiarze - mówił Tusk.

Jego zdaniem, relacje, jakie dzisiaj budujemy nie tylko w wymiarze polsko-ukraińskim, ale w całym regionie, będą wielkim kapitałem dla Polski na przyszłość.

My tę wojnę, chociaż mam nadzieję, że nie będziemy jej uczestnikami w sensie dosłownym, ale my tę wojnę rosyjsko-ukraińską my jako Polacy już wygrywamy i możemy na tym zbudować wielki kapitał, też dotyczący naszego bezpieczeństwa i naszej pozycji na świecie – ocenił.

Tusk o przystąpieniu Ukrainy do UE

Tusk był pytany m.in. jakie są perspektywy przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej. Ocenił, że obecnie jest to bardziej realne niż kiedykolwiek, choć bynajmniej nie zagwarantowane. Podkreślił, że Ukraińcy pokazali, że są bardziej europejscy „niż niektórzy europejscy politycy, nawet niektóre europejskie narody”. Nie mamy żadnych moralnych, ani racjonalnych argumentów, żeby Ukraina nie stała się członkiem UE - zaznaczył.

Zwrócił również uwagę, że w rosyjskim interesie jest przedstawianie Ukrainy jako państwa słabego i skorumpowanego, o standardach nieprzystających do członkostwa w UE. Korupcja to nie jest ukraiński wynalazek, choć nie ulega wątpliwości, że wymagałoby to jeszcze dużo pracy - stwierdził.

Były premier pytany był także o gwarancje bezpieczeństwa, które miałaby otrzymać od szeregu państw - w tym Polski - Ukraina po zakończeniu wojny. Ocenił, że wiele większy potencjał miałyby rozwiązania angażujące cały Zachód, nie tylko wybrane państwa; podkreślił, że podstawą systemu bezpieczeństwa dla Polski pozostaje NATO.

Tusk zaznaczył, że obecnie planowanie, jak będzie wyglądał przyszły system bezpieczeństwa wokół Ukrainy, jest „w tym sensie przedwczesne, że Ukraina obecnie znajduje się w najbardziej krytycznym momencie gorącej wojny”. „Warto o tym myśleć w kategoriach bezpieczeństwa dla Europy - myślę, że to jest tożsame, a w jakimś sensie poważniejsze wyzwanie” - ocenił.

Powołanie europejskiej armii

Pytany o pomysł powołania europejskiej armii, Tusk ocenił, że wspólna armia bez wspólnie polityki zagranicznej nie ma sensu. Tu nie chodzi o to, żeby mieć czołgi z żółtą gwiazdką na niebieskim tle; chodzi o to, żeby UE stałą się wspólnotą polityczną, która na gruncie podzielanych wartości jest w stanie zbudować wspólną politykę zagraniczną. Mam wrażenie, że zupełnie gdzie indziej armię europejską posłałby (premier Węgier) Viktor Orban, a zupełnie gdzie indziej - na przykład ja. A obaj jesteśmy w Unii Europejskiej - powiedział b. premier.

Po wizycie na Uniwersytecie Rzeszowskim Tusk udał się na spotkanie do Jarosławia, a następnie do Mielca.