Dziennik Gazeta Prawana logo

Ćwiąkalski: Mógłbym bronić spotu PiS

26 kwietnia 2009, 18:13
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Ćwiąkalski: Mógłbym bronić spotu PiS
Inne
Mógłbym się podjąć obrony spotu PiS, gdyby nie to, że moja kancelaria prowadzi sprawę senatora Misiaka - mówi były minister sprawiedliwości w rządzie PO. Według Zbigniewa Ćwiąkalskiego obrona byłaby trudna, bo spot PiS zawiera kłamstwa. Jednak jego zdaniem partia Jarosława Kaczyńskiego przegrała m.in. dlatego, że wybrała złą linię obrony, a prawnicy byli nieprzygotowani.


Akurat tutaj byłby pewnie konflikt interesu, bo w część tej sprawy zaangażowana jest moja kancelaria. Nie dotyczy to bezpośrednio spotu, ale chodzi o sprawę senatora Tomasza Misiaka, którą częściowo prowadzi nasz oddział we Wrocławiu.

>>>PiS się odwołuje. Wyrok w poniedziałek


Gdyby nie było, to oczywiście. Adwokat nie powinien wybierać sobie klientów. I powinien podejmować się obrony bez względu na sympatie polityczne.


Nie znam szczegółów dotyczących powstania spotu. Ale byłby to problem, bo z jednej strony można odwoływać się do pewnych faktów, ale z drugiej trzeba jednak weryfikować ich prawdziwość.

>>>Zakazany spot PiS jest hitem internetu


Nie ma wątpliwości, że trwa kampania wyborcza i to jest odpowiedni tryb postępowania, który potrafi doprowadzić do rozstrzygnięcia w krótkim czasie. Być może linia obrony PiS nie była najkorzystniejsza. Ale to niejedyny błąd. Jak widziałem w telewizyjnych materiałach to pełnomocnicy mylili strony, mieli kłopoty z precyzyjnym wysłowieniem tego, o co im chodzi.


PiS się ucieka do kampanii negatywnej. Pokazuje to, co z ich strony obciąża rząd czy PO. Ja jestem przeciwnikiem takiej kampanii. Zresztą choćby sprawa stoczni pokazuje, że spot jest oparty na kłamstwie.


I to mnie niepokoi najbardziej, że niekorzystny wyrok niepierwszy raz spotyka się od razu z atakiem na sąd. Pierwsze, co zrobił pan Migalski, który był współautorem tego spotu, to zaatakował sąd, że wyrok jest skandaliczny. W każdej sprawie jedna ze stron jest niezadowolona, ale nie można mówić takich rzeczy!


Sąd w trybie wyborczym nie jest od badania daleko idących uwarunkowań, np. kto ostatecznie dostał nagrodę i czy w sposób zasłużony, tylko właśnie od zbadania strony formalnej. Język spotu jest prosty, czarno-biały. Więc sąd ma zbadać, czy ten język uproszczeń i stwierdzenia, które padają, odpowiada faktom, czy nie.


To jest porażka przede wszystkim wizualna. W takiej skali oceniam ją w granicach 5.


Będą przykładać znacznie większą wagę do jakości i prawdziwości takich spotów. To powinno być zresztą normą, tak jak jest powiedzmy w telewizjach. Sam jeszcze, zanim byłem ministrem, byłem proszony przez telewizje o konsultacje prawne dotyczące różnych programów.


Jestem zdecydowanym zwolennikiem tego, żeby politycy zanim coś powiedzą, trzy razy zastanowili się, jakie mogą być konsekwencje. Pewnie będą częściej sięgać po narzędzie, jakim jest proces w trybie wyborczym. Ten proces między PO i PiS będzie czerwoną lampką, która będzie się zapalać w głowie politykom zanim podejmą decyzje co do sposobu prowadzenia kampanii.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj