Dziennik Gazeta Prawana logo

Pokazowa jedność Kaczyńskiego i Ziobry

11 czerwca 2009, 21:54
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro razem na konferencji prasowej. Po co? Żeby pokazać, że nie ma konfliktu między nimi. Prezes tytułował nawet Ziobrę "prezesem". Sielankę w partii popsuła tego samego dnia posłanka Mirosława Masłowska ze Szczecina. Zdecydowała, że odchodzi z PiS.

Kilkadziesiąt godzin , jaką wywołały poniedziałkowe słowa Zbigniewa Ziobry. W poniedziałek świeżo upieczony europoseł mówił o konieczności refleksji w PiS i zaatakował bezpardonowo współautorów kampanii wyborczej. Dziennikarze zaczęli zadawać pytania, czy to początek końca PiS.

>>> Zrugany Ziobro oddaje hołd prezesowi PiS

Kto wpadł na pomysł, by zaprzeczyć tym spekulacjom ? "Sam Kaczyński. I to źle, bo pokazuje komu bardziej zależało na wyciszeniu i kto jest słabszy w tym sporze" - mówi nam członek władz PiS.

>>> Ziobro ani za Lecha, ani za Jarosława

To była chyba Dwa oświadczenia i zero pytań od dziennikarzy. Prezes apelował, by media i "przyjaciele" PiS zaprzestali już prób rozbijania jego partii. "Nastrój z czasem się uspokoi, a cała reszta to wielki zawód tych, którzy sądzili, że utopią PiS. Nie utopili" - stwierdził Kaczyński.

A jego poniedziałkowa wypowiedź? Oczywiście została wyjęta z kontekstu i zmanipulowana przez media. "Sugerowanie, że ja domagam się rozliczenia władz PiS, jest rzeczą absurdalną i nieuprawnioną. Przecież sam w nich zasiadam" - oświadczył.

>>> Ziobro poczuł siłę i zaatakował twarze PiS

Ziobro pełni co prawda funkcję wiceszefa PiS, ale nigdy wcześniej z ust Kaczyńskiego takie słowa pod jego adresem nie padały. Wyraźnie chodziło o to, by pokazać jedność.

>>> Pozorny odwrót Ziobry

Ale właśnie tego dnia została ona kolejny raz naruszona. Dlaczego? Bo ma żal, że w kampanii do europarlamentu nie promowano kandydatur z dalszych miejsc na liście, a jedynie liderów. Ona startowała w Szczecinie z piątego miejsca. Taki też uzyskała wynik. - skarży się. Przekonuje, że nie miała wpływu na wybór Marka Gróbarczyka na lidera szczecińskiej listy. "Został przywieziony w teczce z dalekiej Małopolski przez Brudzińskiego, który - jak się teraz dowiedziałam - chodził z nim do jednej klasy" - mówi.

A wcześniej, już od 1993 roku działała w Porozumieniu Centrum. Wczoraj, jak ustaliliśmy po namowach samego prezesa, skorygowała swoje środowe deklaracje. Stwierdziła, że na razie jedynie zawiesi swoje członkostwo w partii.

Czy w partii dojdzie więc do rozliczenia, w jaki sposób została prowadzona? Prawdopodobnie zewnętrzna firma przeprowadzi audyt finansów kampanii, głównie pod kątem celowości wydawania pieniędzy. Taki raport miałby również wskazać, kto w sztabie wyborczym i za jakie operacje finansowe odpowiadał.

Ale to zapowiada kolejne wewnątrzpartyjne zatargi. "To pomysł spin doktorów - Adama Bielana i Michała Kamińskiego - by już na zawsze wyeliminować <Kurę> z prowadzenia kampanii" - uważa członek władz PiS.

p


Joachim Brudziński: Bo był liderem listy. Zrobiłem to, bo była tutaj wielka trauma po wyborach w 2007 roku. Wtedy mandat z PiS zdobył Longin Komołowski, który porzucił nas następnego dnia po wyborach.

>>>Niezadowolona posłanka rzuca Kaczyńskiego


Ja nie patrzę, gdzie urodziła się Mirka Masłowska (pochodzi z Warszawy - przyp. red.). Marek pochodzi z Nowego Sącza, to fakt. Ale po pierwsze nigdy nie chodził ze mną do klasy. Po drugie ostatnie miesiące pracował w Kancelarii Prezydenta jako ekspert ds. gospodarki morskiej. Wcześniej był marynarzem. Skończył Wyższą Szkołę Morską. Pływał na tankowcach. Pracował w Szczecinie. Jarosław Kaczyński zaakceptował jego kandydaturę, pamiętając, jak skutecznie będąc ministrem, walczył w Brukseli o prawo polskich rybaków do połowu dorsza. Zresztą, gdy prezentowaliśmy naszą listę w Szczecinie, Masłowska komplementowała Marka. Co się teraz stało? Nie wiem. Puściły jej nerwy. Mówiąc językiem klasyka, inni szatani byli tam czynni.


To nie tak. Przecież teoretycznie każdy buławę w plecaku nosi. Pokazał Tadek Cymański, że każdy miał szansę, nawet bez wsparcia i wielkiego zaangażowania w kampanię, uzyskać mandat. Ze zdumieniem mogę przyjąć, że część moich koleżanek i kolegów potraktowało tę kampanię w sposób tak partykularny, wietrząc szansę na brukselskie serwituty.


Podsumowanie musi nastąpić i zawsze następuje. Trzeba wyciągnąć wnioski. Ale nie mam najmniejszego zamiaru rozliczać się w tej kampanii przed posłanką Masłowską.


Jak pan to słyszał, to słyszał pan również, z jaką sympatią mówiłem te słowa pod adresem pani Joli.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj