Kilkadziesiąt godzin , jaką wywołały poniedziałkowe słowa Zbigniewa Ziobry. W poniedziałek świeżo upieczony europoseł mówił o konieczności refleksji w PiS i zaatakował bezpardonowo współautorów kampanii wyborczej. Dziennikarze zaczęli zadawać pytania, czy to początek końca PiS.
>>> Zrugany Ziobro oddaje hołd prezesowi PiS
Kto wpadł na pomysł, by zaprzeczyć tym spekulacjom ? "Sam Kaczyński. I to źle, bo pokazuje komu bardziej zależało na wyciszeniu i kto jest słabszy w tym sporze" - mówi nam członek władz PiS.
>>> Ziobro ani za Lecha, ani za Jarosława
To była chyba Dwa oświadczenia i zero pytań od dziennikarzy. Prezes apelował, by media i "przyjaciele" PiS zaprzestali już prób rozbijania jego partii. "Nastrój z czasem się uspokoi, a cała reszta to wielki zawód tych, którzy sądzili, że utopią PiS. Nie utopili" - stwierdził Kaczyński.
A jego poniedziałkowa wypowiedź? Oczywiście została wyjęta z kontekstu i zmanipulowana przez media. "Sugerowanie, że ja domagam się rozliczenia władz PiS, jest rzeczą absurdalną i nieuprawnioną. Przecież sam w nich zasiadam" - oświadczył.
>>> Ziobro poczuł siłę i zaatakował twarze PiS
Ziobro pełni co prawda funkcję wiceszefa PiS, ale nigdy wcześniej z ust Kaczyńskiego takie słowa pod jego adresem nie padały. Wyraźnie chodziło o to, by pokazać jedność.
Ale właśnie tego dnia została ona kolejny raz naruszona. Dlaczego? Bo ma żal, że w kampanii do europarlamentu nie promowano kandydatur z dalszych miejsc na liście, a jedynie liderów. Ona startowała w Szczecinie z piątego miejsca. Taki też uzyskała wynik. - skarży się. Przekonuje, że nie miała wpływu na wybór Marka Gróbarczyka na lidera szczecińskiej listy. "Został przywieziony w teczce z dalekiej Małopolski przez Brudzińskiego, który - jak się teraz dowiedziałam - chodził z nim do jednej klasy" - mówi.
A wcześniej, już od 1993 roku działała w Porozumieniu Centrum. Wczoraj, jak ustaliliśmy po namowach samego prezesa, skorygowała swoje środowe deklaracje. Stwierdziła, że na razie jedynie zawiesi swoje członkostwo w partii.
Czy w partii dojdzie więc do rozliczenia, w jaki sposób została prowadzona? Prawdopodobnie zewnętrzna firma przeprowadzi audyt finansów kampanii, głównie pod kątem celowości wydawania pieniędzy. Taki raport miałby również wskazać, kto w sztabie wyborczym i za jakie operacje finansowe odpowiadał.
Ale to zapowiada kolejne wewnątrzpartyjne zatargi. "To pomysł spin doktorów - Adama Bielana i Michała Kamińskiego - by już na zawsze wyeliminować <Kurę> z prowadzenia kampanii" - uważa członek władz PiS.
p
Joachim Brudziński: Bo był liderem listy. Zrobiłem to, bo była tutaj wielka trauma po wyborach w 2007 roku. Wtedy mandat z PiS zdobył Longin Komołowski, który porzucił nas następnego dnia po
wyborach.
>>>Niezadowolona posłanka rzuca Kaczyńskiego
Ja nie patrzę, gdzie urodziła się Mirka Masłowska (pochodzi z Warszawy - przyp. red.). Marek pochodzi z Nowego Sącza, to fakt. Ale po pierwsze nigdy nie chodził ze mną do klasy. Po drugie
ostatnie miesiące pracował w Kancelarii Prezydenta jako ekspert ds. gospodarki morskiej. Wcześniej był marynarzem. Skończył Wyższą Szkołę Morską. Pływał na tankowcach. Pracował w
Szczecinie. Jarosław Kaczyński zaakceptował jego kandydaturę, pamiętając, jak skutecznie będąc ministrem, walczył w Brukseli o prawo polskich rybaków do połowu dorsza. Zresztą, gdy
prezentowaliśmy naszą listę w Szczecinie, Masłowska komplementowała Marka. Co się teraz stało? Nie wiem. Puściły jej nerwy. Mówiąc językiem klasyka, inni szatani byli tam czynni.
To nie tak. Przecież teoretycznie każdy buławę w plecaku nosi. Pokazał Tadek Cymański, że każdy miał szansę, nawet bez wsparcia i wielkiego zaangażowania w kampanię, uzyskać mandat. Ze
zdumieniem mogę przyjąć, że część moich koleżanek i kolegów potraktowało tę kampanię w sposób tak partykularny, wietrząc szansę na brukselskie serwituty.
Podsumowanie musi nastąpić i zawsze następuje. Trzeba wyciągnąć wnioski. Ale nie mam najmniejszego zamiaru rozliczać się w tej kampanii przed posłanką Masłowską.
Jak pan to słyszał, to słyszał pan również, z jaką sympatią mówiłem te słowa pod adresem pani Joli.