Dziennik Gazeta Prawana logo

Debata wyborcza. Kto jest największym przegranym?

9 października 2023, 23:41
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Debata w TVP
Debata w TVP/X.com
Kurz bitewny po debacie wyborczej powoli opada. Z jego tumanów wychylają się sztaby komitetów wyborczych ogłaszających tryumf swoich kandydatów. Okazuje się nagle, że mamy samych zwycięzców. Czy aby na pewno? Jak dla mnie jest jeden oczywisty przegrany – my.

Wszyscy teraz oceniają występy poszczególnych kandydatów. Eksperci od mowy ciała wskazują kto miał zamkniętą pozę, kto otwartą, kto kupił wyborców niewerbalnymi zachowaniami. Politolodzy – kto wypadał najbardziej merytorycznie, a kogo zjadły nerwy. 

Nie o zwycięzcach jednak miałem pisać, a o przegranych. Jesteśmy nimi my, wyborcy. Nie pamiętam bowiem tak brutalnej i agresywnej kampanii wyborczej jak ta. Polaryzacja sięgnęła zenitu i wylewa się z każdego zakamarka debaty publicznej. Od telewizji, po internet, aż po wiece jesteśmy zalewani mową nienawiści. Ktoś powie: cóż, tak wygląda polityka, to brutalna gra. Ja się z tym nie zgodzę. Kiedyś były normy, których politycy starali się nie przekraczać lub nie robili tego tak często. Dzisiaj? Pokazują, że nie ma żadnych granic.

Przykłady z ostatnich dni można mnożyć. Film Agnieszki Holland wciągnięto w tę brutalną grę o mobilizacje elektoratu. Czy pamiętacie państwo żeby wcześniej minister sprawiedliwości porównywał film do propagandowych produkcji III Rzeszy? Albo żeby potem kwestionował postanowienie sądu zakazujące mu tego typu porównań do czasu wydania wyroku? No właśnie, ja też nie.

Są jednak znacznie świeższe przykłady, sprzed kilku godzin. Podczas debaty padały zdania „wszyscy na jednego, banda rudego” skierowane przez premiera do przewodniczącego największej partii opozycyjnej. Czy te w drugą stronę, od Donalda Tuska do Prezesa Rady Ministrów – „Morawiecki zasłużył na pseudonim Pinokio”.

Swoje dorzucił też współprowadzący debatę pracownik TVP Michał Rachoń. Najpierw nie pozwolił Donaldowi Tuskowi przywitać się z telewidzami i przeszedł szybko do prezentacji Mateusza Morawieckiego. Następnie zaś wystąpienie przewodniczącego PO z serii swobodnych okrasił komentarzem „a mnie się wydaje, że ta zadziorność byłaby na miejscu względem przywódców państw silniejszych od Polski, a nie względem dziennikarzy”.

Wracając jednak do tezy postawionej na początku tekstu – dlaczego to my jesteśmy przegranymi tej debaty? Dlatego, że ta mowa nienawiści nam spowszedniała. Kiedy politycy z każdej strony obrzucali się inwektywami ja tylko wzruszałem ramionami. „Kolejny dzień w biurze”. Nie powiedzieli w końcu niczego, co nie padłoby wcześniej w debacie publicznej podczas kampanii. I to jest przerażające.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj