Stoczniowcy próżno jednak wypatrują Donalda Tuska. i - jak zapowiadał - do niedzieli nie wróci. To jednak nie zraża związkowców ze stoczniowej "Solidarności". Cierpliwie będą czekać przez cały weekend. Chcą za wszelką cenę porozmawiać z szefem rządu o przyszłości ich zakładów pracy.
". Jeśli nie może się spotkać, to czekamy na jego telefon" - mówi , wiceprzewodniczący komisji zakładowej "Solidarności" w Stoczni Gdańsk. "Nam nie chodzi tylko o sytuację w naszej stoczni, ale także całym przemyśle okrętowym i firmach kooperujących ze stoczniami, czyli łącznie dotyczy to 60 tysięcy ludzi, którzy mogą stracić pracę" - przekonuje.
>>>Związkowcy przed domem Tuska: Ubek!
Na razie stoczniowcy umilają sobie czas oczekiwania, jak mogą. , dzięki czemu związkowcy nie muszą już korzystać z uprzejmości właścicieli pobliskiej restauracji.
Czy miasteczko namiotowe jest utrudnieniem dla mieszkańców sopockiego osiedla? Zdaniem stoczniowców, nie. Twierdzą, że telewizyjnych wozów transmisyjnych.
Trawnik przed kamienicą, w której mieszka Donald Tusk, do godziny 19 w niedzielę będzie należał do związkowców z gdańskiej stoczni oraz poznańskich Zakładów Cegielskiego. Jutro dojadą do
nich stoczniowcy z Gdyni i zmienią zmęczonych kolegów. Na razie jest spokojnie. Wejścia do domu premiera strzegą policjanci.
>>>Prezydent broni Tuska przed stoczniowcami
W sobotę do pikietujących, wśród których oprócz stoczniowców jest też delegacja Solidarności Zakładów Cegielskiego w Poznaniu, Protestują oni przeciwko proponowanej przez państwowe służby trasie, po której, po przebudowie, miałaby biec droga krajowa nr 6 łącząca Szczecin z Gdańskiem.
ale liczymy też na ich wsparcie naszej akcji" - powiedział PAP jeden z uczestników "drogowego" protestu Zenona Gleske. Zapowiedział, że zarówno on, jak i osoby, które z nim przyjechały, zostaną ze stoczniowcami do końca ich protestu przed domem premiera. "Będziemy spać w samochodach" - dodał Gleske.
"Od początku byłem przeciwny takiej formie protestu, ale jeśli już koledzy
zdecydowali się na nią, przyszedłem ich odwiedzić" - powiedział przewodniczący.
Manifestacja "Solidarności" ma związek z planowanymi zwolnieniami w Stoczni Gdańsk. W zakładzie, który od stycznia 2008 roku jest
własnością ukraińskiej spółka ISD Polska, . Ludzie ci mają otrzymać - zgodnie z ustawą o zwolnieniach grupowych - odprawy w wysokości trzech,
dwóch lub jednej pensji (w zależności od stażu pracy).
Związek chce, by pracownicy dostali taką samą pomoc jak stoczniowcy w Gdyni i w Szczecinie w ramach specustawy stoczniowej - , ofertę szkoleń
zawodowych oraz zasiłek na czas przekwalifikowania się i poszukiwania pracy.
Protestujący chcą też rozmawiać z premierem na temat raportu Najwyższej Izby Kontroli z kontroli restrukturyzacji i prywatyzacji sektora przemysłu
stoczniowego w latach 2005-2007.
>>>Tusk i Grad złapali Katar
Zdaniem stoczniowców, z raportu wynika, że dotyczące pomocy publicznej udzielonej gdańskiej stoczni.