Kolejny raz w ciągu miesiąca resort czekał na przelew z Kataru i kolejny raz się nie doczekał. Krótko po godz. 18 minister Grad poinformował, że pieniądze nie wpłynęły. Tym razem Katarczycy nie milczeli i był z nimi kontakt. Wczoraj minister dostał nawet kolejny list. "Otrzymaliśmy odpowiedź od Katarskiej Agencji Inwestycyjnej. Ciekawą. Że są zainteresowani, ale dla nas najważniejsze jest, że pieniądze nie wpłynęły" - mówił Grad.

Reklama

Brak przelewu postawił resort pod ścianą. Wczoraj minął termin, jaki Komisja Europejska dała nam na załatwienie sprawy. Co teraz? Grad już potwierdził unijnej komisarz do spraw konkurencji Neelie Kroes, że składa wniosek o przedłużenie czasu sprzedaży stoczni do końca roku w trybie upadłości kontrolowanej. "Stocznie nie produkują teraz statków, nie zatrudniają pracowników, więc zakłady nie zaburzają rynku. Komisji powinno być wszystko jedno, w jakim trybie je sprzedamy" - mówił optymistycznie Grad pytany, jakiej decyzji Unii się spodziewa.

Jeśli Komisja się zgodzi, oznacza to kolejny przetarg na majątek stoczni. Jednak nie ma żadnej gwarancji, że zwycięzca przetargu będzie budował statki, a tak chciał rząd. Wczorajsze słowa Grada potwierdzają wcześniejsze kroki podjęte przez ministra. Asekuracyjnie już przed tygodniem wysłał on do Komisji Europejskiej pismo, w którym zapowiadał, że wystąpi o zgodę na nowy przetarg.

Rzecznik komisji Ton van Lierop zapowiedział jednak wczoraj, że na razie żadnych komentarzy nie będzie, bo Bruksela analizuje pismo.

Na reakcję Brukseli nie zamierzają czekać stoczniowcy. Liczą na zgodę Komisji. Do lobbingu w tej sprawie chcą zmobilizować szefa Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka. O ministrze skarbu mówią, że powinien ponieść odpowiedzialność polityczną.

>>>Katarczycy milczą, jak zaklęci

"Pan Grad pouczał stoczniowców, jak nie zabezpieczali własnych interesów, a sam skompromitował siebie i rząd, który reprezentuje. Podpisał porozumienia pozwalające inwestorowi grać mu na nosie" - mówi Dariusz Adamski z "Solidarności" gdyńskiej stoczni.

O dymisji ministra na razie nie ma mowy. "Premier doskonale wie, jak wygląda ten proces. To, co się wydarzyło, nie ma żadnego związku z zaniechaniami w resorcie skarbu" - bronił się wczoraj minister.

Kilka tygodni temu premier Tusk dał Gradowi czas do końca sierpnia na rozwiązanie problemu stoczni. Zapowiedział, że inaczej pożegna się z funkcją. Ostatnio jednak politycy Platformy zaczęli tonować wypowiedź lidera swojej partii.

Im mniej prawdopodobny wydawał się kontrakt z Katarem, tym bardziej politycy PO zaczynali bronić Grada. Argumentowali, że minister powinien zostać przynajmniej do końca września, bo ma do załatwienia ugodę z Eureko w sprawie PZU, a nawet zostać, bo jest autorem programu prywatyzacji, który ma uratować budżet.