STANISŁAW RAJEWSKI:Ma pan dowody, że były szef MKOl Juan Antonio Samaranch jest sowieckim agentem?
JURIJ FELSZTYNSKI*:Wiem to od człowieka, który go zwerbował, byłego podpułkownika KGB Władimira Popowa. Razem napisaliśmy książkę "KGB gra w szachy".

Reklama

Przecież Samaranch jest znany jako antykomunista i zwolennik gen. Francisco Franco. A może to manipulacja?
Rzeczywiście, proszę jednak zobaczyć, jakie decyzje podejmował MKOl pod jego przewodnictwem. Państwa socjalistyczne znajdowały się pod opieką MKOl.

Co konkretnie ma pan na myśli?
Wszyscy wiedzieliśmy, że sowieccy sportowcy byli zawodowcami – zarabiali na sporcie, i to całkiem przyzwoicie. Jednocześnie przez MKOl byli uznawani za amatorów i mogli startować w zawodach międzynarodowych. Tymczasem sportowcy z USA, którzy zostali uznani za zawodowców, nie mieli takiej szansy. Zwiększało to liczbę zdobytych medali, którymi mógł szczycić się ZSRR. Inny przykład to zakaz udziału sportowców RPA w igrzyskach, czego zażądali Sowieci. A decyzja o organizacji olimpiady w 1980 r. w Moskwie? Po wkroczeniu Rosjan do Afganistanu prezydent Carter wycofał ekipę USA z zawodów. MKOl mógł poprzeć Waszyngton i zawiesić igrzyska czy zorganizować je w innym miejscu. Przecież skoro, jak pan mówi, Samaranch był takim frankistą, to miał okazję się zemścić na Moskwie za jej zaangażowanie w hiszpańską wojnę domową. Tymczasem antykomunista Samaranch stanął po stronie Breżniewa, a nie Cartera.

Jak KGB udało się go zwerbować?
Pod koniec lat 70. został pierwszym ambasadorem Hiszpanii w Związku Sowieckim. Były frankistowski minister sportu kolekcjonował antyki. Hobby to kontynuował również w ZSRR. Przepisy dotyczące staroci były wówczas wyjątkowo rygorystyczne, więc Samaranch po prostu przemycał swoje cacka. Myślał, że KGB nic o tym nie wie. Kiedy bezpieka miała już wystarczającą liczbę kompromitujących dowodów, zaczęła szantażować dyplomatę. Samaranch miał do wyboru: albo zostać bohaterem skandalu, albo agentem. Wybrał to drugie. Gdyby się nie zdecydował na współpracę, dziś zapewne w ogóle byśmy nie wiedzieli, że ktoś taki istniał.



Czy Sowieci od początku przewidywali, że Samaranch zostanie prezesem MKOl?

Reklama

Zwerbowanie dyplomaty europejskiego państwa zawsze było sukcesem KGB. Istniało duże prawdopodobieństwo, iż po wyjeździe z placówki w Moskwie zostanie premierem lub kimś znaczącym w strukturach europejskich. Nie da się przewidzieć kariery agenta, ale można mu ją ułatwić, np. przeszkadzając konkurentom. Kiedy pojawił się pomysł, by został szefem MKOl, ZSRR wykorzystał swoje silne wpływy w tym środowisku. Nie było większego problemu z wyborem. Zresztą pozostaje honorowym prezesem MKOl do dziś.

Rosja nadal może na niego liczyć?

Bez wsparcia Samarancha Rosji nie zostałoby przyznane prawo organizacji zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi w 2014 r. Sami Rosjanie myśleli, że to żart, przecież Soczi to kurort letni. To tak, jakby ktoś wpadł na pomysł organizowania zimowej olimpiady w okolicach równika. Rosja ma pod dostatkiem zimowych ośrodków. Skąd więc tak niecodzienny pomysł? Soczi jest kurortem rosyjskiej elity. Inwestowanie tam gigantycznych państwowych pieniędzy jest korzystne z punktu widzenia tych, którzy mają tam posiadłości, czyli nomenklatury. Za środki z budżetu powstaną tam ośrodki, które później przejdą w prywatne ręce. Olimpiada w Soczi jest pomysłem rosyjskich elit na zwiększenie stanu swojego posiadania. Bez Samarancha tego projektu nie dałoby się zrealizować.

*Jurij Felsztynski, rosyjski historyk mieszkający w USA, współautor książek "Wysadzić Rosję" oraz "KGB gra w szachy"