Dziennik Gazeta Prawana logo

Polonofobia opłaca się Zełenskiemu? Zaskakująca analiza ruchów Ukrainy

Wołodymyr Zełenski
Wołodymyr Zełenski/East News
Polonofobia opłaca się prezydentowi Ukrainy? Wołodymyr Zełenski dąży do konsolidacji władzy w obliczu przedłużającej się wojny, skandali korupcyjnych i ewentualnych wyborów – tłumaczą ostatnie zmiany kadrowe w Kijowie eksperci ds. Ukrainy. I nie mają wątpliwości, że wzmocnieniu pozycji prezydenta mógł służyć także spór z Polską wokół UPA.

Siły Zbrojne Ukrainy mają od środy nowego szefa Sztabu Generalnego. Został nim gen. Ihor Skybiuk. W poniedziałek prezydent Wołodymyr Zełenski mianował także nowego naczelnego dowódcę Sił Zbrojnych Ukrainy. Został nim gen. Mychajło Drapaty, który zastąpił odwołanego pod presją protestów społecznych Ołeksandra Syrskiego.

Cele Zełenskiego

To kolejne zmiany kadrowe na szczycie ukraińskich władz politycznych i wojskowych, które nastąpiły w ciągu ostatniego tygodnia po zmianie premiera i odejściu ministra obrony.

Z jednej strony prezydentowi chodzi o wzmocnienie władzy, a z drugiej – o przygotowanie do wyborów – oceniła w rozmowie z PAP Maria Piechowska, analityk ds. Ukrainy z Polskiego Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM).

Jej zdaniem celem Zełenskiego jest także zapewnienie sobie bezpieczeństwa w nowym systemie, już po zakończeniu wojny.

Dąży do tego, aby uniknąć rozliczeń z decyzji wojennych, które nie zawsze okazywały się trafione i czasem były podyktowane interesem najbliższego kręgu – zauważyła ekspertka.

Czas solisty, nie zespołu

Były ambasador RP na Ukrainie, Bartosz Cichocki, zauważył w rozmowie z PAP, że ten kadrowy "restart" kończy czas reform i zaczyna czas zwierania szeregów.

Jego zdaniem prezydent Zełenski stracił nadzieję na zawieszenie działań wojennych i liczy się z tym, że wojna będzie trwała, co oznacza coraz większe spustoszenia w kraju. Obawia się także kolejnej mroźnej zimy.

Doszedł do wniosku, że w tej sytuacji nie ma już miejsca na występy zespołowe, że nadchodzi bardzo trudny czas, który może też się charakteryzować niepokojami społecznymi i że to są czasy dla solisty – ocenił Cichocki i wyjaśnił, że dlatego prezydent otoczył się lojalnymi urzędnikami w resortach siłowych i wyrzucił blok reformatorski, składający się z młodych i zdolnych polityków.

Stanowisko straciła premierka Julia Swyrydenko, wicepremier Taras Kaczka i minister gospodarki Ołeksij Sobolew, którzy sprawdzili się według Cichockiego w warunkach wojny.

Odszedł także Mychajło Fedorow, minister obrony, co wywołało protesty społeczne, których siła przypominała te sprzed roku, kiedy Ukraińcy nie chcieli się zgodzić na ograniczenie niezależności NABU (Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy) i SAPO (Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej).

Fedorowa zastąpił Jewhen Chmara, wcześniej szef SBU (Służba Bezpieczeństwa Ukrainy), na którego miejsce, w roli p.o. szefa przyszedł lojalny wobec prezydenta Ołeksandr Pokład.

Jak zauważył Cichocki, były szef SBU, Wasyl Maluk, stracił stanowisko, bo nie zgodził się na "ukręcenie łba" NABU, na co naciskał prezydent, według którego walka z korupcją to tylko przykrywka dla prób osłabiania jego pozycji.

Pozbywanie się konkurencji

Według Marcina Jędrysiaka, analityka w Zespole Białorusi, Ukrainy i Mołdawii Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) zmiany w rządzie miały "przykryć" odejście coraz popularniejszego Fedorowa.

Wpływy Fedorowa bardzo ostatnio wzrosły. To nie mogło spodobać się prezydentowi Zełenskiemu – ocenił Jędrysiak.

Ekspert wyjaśnił, że Fedorow z dużym powodzeniem wprowadził na Ukrainie cyfryzację. Chciał także oczyścić standardy składania zamówień wojskowych. Potencjalnie reformy wprowadzone przez Fedorowa mogły według Jędrysiaka zagrozić podejrzanym interesom robionym przez ludzi z otoczenia Zełenskiego w zbrojeniówce, stąd naciski na pozbycie się niewygodnego ministra.

Jak przypomniał ekspert, afera korupcyjna w otoczeniu Zełenskiego, ujawniona w 2025 roku przez NABU, w wyniku której musiał odejść Andrij Jermak, prawa ręka prezydenta i szef jego kancelarii, dotyczyła m.in. firmy Fire Point, produkującej drony dla armii.

Maria Piechowska, ekspertka z PISM zauważyła, że Fedorow to kolejny popularny na Ukrainie polityk, po gen. Waleriju Załużnym – obecnie ambasadorze w Wielkiej Brytanii – którego odwołuje prezydent. Jej zdaniem prezydent przygotowuje się w ten sposób do wyborów, pozbywając się potencjalnych konkurentów.

Według najnowszego sondażu ośrodka Rating, przeprowadzonego 20–21 lipca 2026 r., gdyby wybory prezydenckie odbyły się obecnie, Zełenski zająłby pierwsze miejsce, a na drugim plasowałby się były naczelny dowódca armii Załużny. Trzecie miejsce zajmowałby Fedorow.

Ekspertka zwróciła także uwagę, że Fedorow jest postrzegany jako polityk o czystych rękach, podczas gdy w praktyce wszyscy wiedzą na Ukrainie, że prezydent jest w jakiś sposób powiązany z aferami korupcyjnymi, które wstrząsnęły jego otoczeniem.

Zapytana o to, czy obecne zmiany kadrowe w Kijowie ją zaskoczyły, Piechowska oceniła, że rekonstrukcji spodziewano się jesienią, jednak decyzja Olhi Stefaniszyny, która zrezygnowała z funkcji ambasadora w Stanach Zjednoczonych, przyspieszyła ten proces.

Opłacalna polonofobia

Zełenski postanowił odświeżyć rząd także po to, aby skorzystać z większej popularności, którą zyskał ostatnio w efekcie decyzji dotyczących upamiętnienia UPA – dodała ekspertka.

Według badań Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii jeszcze w styczniu br. Zełenskiemu ufało 59 proc. respondentów, a na przełomie maja i czerwca – a to wtedy zaostrzył się spór z Polską – ten wskaźnik wzrósł do 61 proc.

27 maja prezydent Ukrainy nadał jednej z jednostek sił zbrojnych Ukrainy imię "Bohaterów UPA". Spotkała go za to w Polsce fala krytyki. Prezydent Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego, a wielu polskich polityków zwróciło ukraińskie odznaczenia. Także politycy z Ukrainy oddawali odznaczenia przyznane im przez Polskę.

Jak zauważył Cichocki, decyzja Zełenskiego była "zagraniem na nacjonalistycznej nucie", mimo że prezydent, będąc politykiem ultraliberalnym i inkluzywnym ma do UPA raczej chłodny stosunek. Według byłego ambasadora w rzeczywistości chodziło o instrumentalne posłużenie się nacjonalistyczną narracją w ramach jednoczenia kraju w walce, ale i wzmocnienia własnej pozycji.

Jednak w piątek prezydent Zełenski niespodziewanie zapowiedział otwarcie archiwów Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) i Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy dotyczących rzezi na Wołyniu. Prezydent obiecał także zwiększenie liczby zezwoleń na poszukiwania i ekshumacje polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa.

Według Jędrysiaka z OSW sprawa ekshumacji to najcenniejsza część deklaracji ukraińskiego prezydenta. Zobaczymy, czy Ukraina się z tego wywiąże, ale jeśli tak, jest to bardzo dobry krok deeskalacyjny – ocenił ekspert.

Zapytany o piątkową deklarację prezydenta Zełenskiego Cichocki, który zwrócił ukraińskie odznaczenie w ramach protestu przeciwko gloryfikowaniu UPA, ocenił, że nie spodziewa się ocieplenia w stosunkach polsko-ukraińskich.

Jego zdaniem na Bankowej (ulica w Kijowie, gdzie znajduje się siedziba administracji prezydenta-red.) zarabia się dziś na polonofobii, w przeciwieństwie do 2022 roku, kiedy warto było być polonofilem.

Jak zauważył Cichocki, np. szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha, "któremu Polska bardzo wiele zawdzięcza, łącznie z ekshumacjami", stał się obecnie twarzą antypolskiej kampanii medialnej na Ukrainie.

Narracja o "ukrainożerczej Polsce", budowana wokół antyukraińskich incydentów, nagrywanych na smartfonach i rozpowszechnianych w sieci, jest według Cichockiego rozgrywana głównie przez ukraiński MSZ, z Sybihą na czele.

Już słychać żądania, np. z otoczenia Kyryło Budanowa, szefa kancelarii prezydenta, o zastąpieniu dialogu z Warszawą twardą postawą. Obawiam się, że to może być przygrywka do ograniczenia zgód na ekshumacje, mimo że prezydent zapowiedział coś przeciwnego – podsumował Cichocki.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
oprac. Piotr Kozłowski

Dziennikarz, redaktor i korektor z wieloletnim doświadczeniem. Przez lata publikował teksty, głównie kulturalne, w rozmaitych mediach, takich jak Gazeta Wyborcza, Wprost, Wirtualna Polska. W Dziennik.pl od 2017 roku, obecnie jako wydawca i redaktor newsroomu.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraIran grozi USA. "Precedens o charakterze zapalnym" »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj