Według amerykańskiej prasy pierwszy trzeciego marca. Chorym był 10-letni chłopiec. Do tej pory epidemiolodzy byli przekonani, że nazywanego również przez media . To właśnie tam - z powodu niskich standardów sanitarnych - miała narodzić się choroba, która postawiła na nogi cały świat.
Hipoteza epidemiologów została podważona w weekend przez naukowców z i prestiżowego amerykańskiego . Ich zdaniem rozwojowi i i stłoczenie tysięcy zwierząt na stosunkowo niedużej powierzchni.
Naukowcy amerykańscy dowiedli, że - stanie, który najbardziej rozwinął hodowlę trzody chlewnej w USA - po raz pierwszy , której materiał genetyczny w znacznym stopniu był zbieżny ze słynną (grypą, która po I wojnie światowej zabiła od 50 do 100 mln ludzi).
Z powodu ogromnej koncentracji hodowli rok później chorobą zarażone było już co piąte zwierzę. W Kansas i Oklahomie we wrześniu 1999 r. na nową odmianę grypy zapadło 100 proc. świń, a w Illinois i Iowa - 90 proc.
Wówczas . Nie podjęto żadnych środków zapobiegawczych, a przemysłowe metody hodowli rozwinięto jeszcze bardziej. Tylko od 1998 r. średnia liczba zwierząt w farmach Karoliny Północnej wzrosła dwudziestopięciokrotnie. Dziś amerykańscy naukowcy są przekonani, że właśnie to przyczyniło się do rozwoju wirusa A/H1N1.
". Ale jeśli w Europie metody hodowli będą coraz bardziej intensywne,
scenariusz może zostać powtórzony na Starym Kontynencie" - ostrzega Raul Rabadan, jeden z badaczy Columbia University. "Jeśli nie odejdziemy od tego typu hodowli, ryzyko
epidemii nie zniknie" - przekonuje na swoich łamach prestiżowy miesięcznik naukowy "Science".
Tymczasem . Po dokładniejszych badaniach okazało się, że na świńską grypę umarło 101
osób, czyli niemal dwa razy mniej, niż do tej pory szacowano. Pozostałe zgony przypisywane świńskiej grypie miały inne przyczyny.
Również w Stanach Zjednoczonych ogłoszono, że , jak zakładano wcześniej. Dowodem ma być to, że na 160
potwierdzonych przypadków zachorowań zmarła tylko jedna osoba. Optymistyczne informacje podaje również (WHO).
"Nie doszło jeszcze do ustawicznego rozprzestrzeniania się wirusa A/H1N1 poza Ameryką Północną, co musiałoby się stać, by podnieść stopień zagrożenia pandemią" -
poinformował w sobotę Michael Ryan, dyrektor WHO ds. reagowania na globalne zagrożenie. "Byłoby nierozsądne twierdzić, że wydarzenia wymknęły się spod kontroli. " - dodał.
WHO w środę wprowadziła piąty (w skali sześciostopniowej) stopień zagrożenia pandemią tej choroby. Do tej pory poza Meksykiem chorobą zaraziło się około 700 osób.