Dziennik Gazeta Prawana logo

Odkrywamy tajniki wahadłowców

12 października 2007, 13:13
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Promy latają w kosmos już od 25 lat. Niedługo trafią na emeryturę. Dziś w swoją kolejną misję wyrusza "Discovery". To okazja, by pokazać, jak zbudowany jest wahadłowiec, jak wygląda życie załogi na jego pokładzie. 3, 2, 1, 0... start!
Wahadłowiec startuje przyczepiony do olbrzymiego zbiornika wypełnionego wodorem i tlenem, które mieszają się, tworząc paliwo. W sumie aż dwa miliony litrów. Po jego obu stronach są specjalne rakiety, które mają pomóc wynieść całość na orbitę. Całość waży aż 2000 ton! Rakiet nie da się wyłączyć, więc są ostatnią częścią zestawu, która jest uruchamiana. To one stanowią 70 proc. siły ciągu potrzebnej do wyniesienia promu.

Ostatnie przygotowania zaczynają się na 31 sekund przed startem. Wtedy kontrolę nad misją przejmują pokładowe komputery. Sześć sekund przed startem włączają się silniki promu. W ciągu trzech sekund osiągają 90 proc. mocy. O godzinie "zero" odpalają boczne rakiety i prom startuje. Po dwóch minutach od startu od zestawu odpadają rakiety napędowe. Spadają do oceanu około 200 kilometrów od Florydy. Czekają już na nie statki, które je wyławiają i przywożą na przylądek Canaveral.

Po ośmiu minutach od startu wyłącza się główny silnik promu. 30 sekund później odpada główny zbiornik paliwa. Zostanie on całkowicie zniszczony po wejściu w atmosferę. W dziewiątej minucie po starcie prom wchodzi na niską orbitę. A po 45 minutach od opuszczenia trafia na orbitę okołoziemską. Może tam pozostać aż 14 dni.

Na pokładzie

Każdy prom ma trzy pokłady. Na najwyższym jest kokpit pilota i sterownia dźwigu, którym astronauci wynoszą na orbitę sprzęt badawczy. Środkowy pokład to z kolei kwatery załogi, kuchnia, toaleta i śluza powietrzna. Ostatni, najniższy pokład mieści główne systemy wahadłowca - wszystkie kable, generatory i komputery są właśnie tam.

Życie astronauty nie należy do zbyt wesołych. Musi on uważać na każdy kawałek śmiecia. Jest tam przecież stan nieważkości i każdy upuszczony widelec czy butelka może wlecieć w jakiś ważny system wahadłowca. Wszystkie odpadki trafiają więc do worków, ale astronauci nie zachowują się jak typowy polski biwakowicz i nie zostawiają odpadków w kosmosie. Przywożą je z powrotem na Ziemię. Jedzenie załoga przyrządza sobie sama w kuchence. Dostają gotowe, mrożone paczki na Ziemi, a w kosmosie je tylko podgrzewają. Menu nie jest jednak narzucone przez NASA. Każdy astronauta zabiera na orbitę to co lubi. Nie ma tylko alkoholu. Załoga żyje według czasu z Florydy, inaczej ich zegarki zwariowałyby, przecież latają nad całą kulą ziemską.

Załoga nie musi się też martwić o powietrze czy wodę. Konstruktorzy promu pomyśleli o wszystkim. Wahadłowiec ma klimatyzację i własne źródło wody - dwa zbiorniki wypełnione tlenem i wodorem, które mieszają się, tworząc wodę. Podczas pobytu w kosmosie załoga ma różne zadania, od dostarczenia zapasów na Międzynarodową Stację Kosmiczną do naprawiania satelitów czy teleskopu Hubble'a. Po kilku dniach, maksimum 14, astronauci są gotowi do powrotu na Ziemię.

Powrót z gwiazd

Pilot obraca wahadłowiec do góry nogami i odpala silniki na wstecznym. Wahadłowiec zwalnia o 350km/h. Od lądowiska dzieli go dokładnie połowa Ziemi. Potem lekko kieruje nos pojazdu w stronę planety i odpala silniki manewrowe. Prom zaczyna opadać. Atmosferę osiągnie za 25 minut. Pilot obraca promem tak, że wahadłowiec zaczyna lądować jak samolot. W atmosferę wchodzi z prędkością 28 tys. km/h. Jego powierzchnia rozgrzewa się tak bardzo, że wystarczy drobna dziura w warstwie izolacyjnej by doszło do tragedii. Opada pod kątem 40 stopni. Przez 12 minut nie będzie też z nim żadnego kontaktu - otaczające go gazy atmosferyczne nagrzewają się tak bardzo, że fale radiowe nie mogą przez nie przejść.

[8,l] Gdy tylko pojazd wejdzie w atmosferę, kontrolę nad lotem przejmują komputery. Sterują one wahadłowcem tak, by jak najszybciej zwolnił. Gdy odbiorą sygnał naprowadzający z lotniska, przekazują znów kontrolę dowódcy promu. Zaczyna on tak manewrować pojazdem, by wydawało się, że dziób promu porusza się po okręgu. Wahadłowiec wraca do poziomu, gdy jest 610 metrów nad powierzchnią. Dowódca wysuwa podwozie i uruchamia spadochron hamujący. Gdy pojazd się zatrzyma, astronauci muszą jeszcze w nim spędzić 20 minut. Wyłączają komputery, czekają aż prom wystygnie, a obsługa naziemna oczyści właz ze szkodliwych substancji, które mogli przywlec podczas wchodzenia w atmosferę. Później jeszcze badania, kwarantanna i załoga wreszcie może spotkać się z rodzinami.

A maszyna trafia do hangaru, gdzie specjaliści sprawdzą jej stan techniczny, spuszczą ze zbiorników resztę tlenu i wodoru oraz ją wyczyszczą.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj