Nad przylądkiem Canaveral na Florydzie, skąd startują wahadłowce, od dwóch dni zbierają się ciężkie chmury. Dlatego inżynierowie NASA nie mają wątpliwości - rozpoczynanie lotu byłoby zbyt ryzykowne. Między innymi dlatego, że wahadłowiec w czasie startu musi być dokładnie obserwowany. Amerykanie wolą dmuchać na zimne, po tym, jak w marcu 2003 roku uszkodzony prom Columbia rozpadł się i spłonął w czasie powrotu z ziemskiej orbity.

Jak podczas każdego startu, na przylądku zebrały się setki gapiów. Bo widok i huk odlatującego wahadłowca to niesamowite przeżycie. NASA jednak pociesza: jeśli 4 lipca niebo będzie czyste, Discovery rozpocznie misję. To dla Amerykanów ważna data - Święto Niepodległości. Można więc przypuszczać, że inżynierowie dołożą starań, by uczcić ten dzień startem wahadłowca.