180 zwierząt z Kenii miało skończyć w ciasnych klatkach tajlandzkiego zoo, które wymarzył sobie były premier Tajlandii. Jednak, gdy armia wykopała premiera ze stołka, do transakcji nie dojdzie, a zwierzęta zostaną wolne na afrykańskich sawannach.
Hieny, hipopotamy, lwy i antylopy - wszystkie te zwierzęta miały być wyrwane z naturalnego środowiska i zamknięte w klatkach. Tylko dlatego, że tajlandzki premier Thaksin chciał zrobić prezent swoim wyborcom i pokazać im egzotyczne zwierzęta.
Obrońcy przyrody z całego świata robili wszystko, by do tego nie dopuścić. Błagali o pomoc nawet kenijskie władze. Te jednak były niewzruszone. Liczyły się tylko dolary, jakie dostałyby
za każdego zwierzaka.
Ale z pomocą ekologom ruszyła... tajlandzka armia. Obaliła premiera, a generałowie zapowiedzieli, że transakcji nie będzie, bo nie będą marnować pieniędzy podatników na budowę
gigantycznego zoo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|