Sprawdzają się słowa Napoleona, że "do prowadzenia wojny potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy". Amerykanie myśleli jednak, że są od "boga wojny" mądrzejsi. I się przeliczyli. 500 tys. żołnierzy na polach bitewnych w Afganistanie i Iraku, do tego paliwo, amunicja i sprzęt. Wszystko to tak naruszyło budżet wojskowych, że domagają się od polityków zwiększenia pieniędzy na wojsko o połowę.
No i tu jest haczyk. Bo może i władze zapłaciłyby za obecne i nowe wojny. Ale do tego trzeba wyższych podatków. A Amerykanie już i tak musieli ostatnio kilka razy dołożyć się do budżetu armii. Dlatego na nowe podatki się nie zgodzą.
Wychodzi na to, że dopóki w Afganistanie i Iraku nie zapanuje spokój, na kolejną wojnę nie ma szans. Dlatego Amerykanie liczą na pomoc ze strony sojuszników. I już wiemy, skąd ten tysiąc dodatkowych polskich żołnierzy w Afganistanie.