Perwez Muszarraf, przywódca Pakistanu, człowiek, który dokonał historycznego zwrotu, popierając Amerykę w jej wojnie z terroryzmem, przeżył już dwa zamachy na swoje życie, ale zdołał przez siedem lat utrzymać władzę nad 164-milionowym krajem, dziś matecznikiem Al-Kaidy, w którego arsenałach znajduje się broń jądrowa.
63-letni Muszarraf, który całe życie związany był z armią, ma być remedium na wybuch islamskiego fundamentalizmu. Wychowany na brytyjskich wzorcach miłośnik squasha i krykieta sprawuje władzę od października 1999 r., kiedy to dokonał bezkrwawego zamachu stanu przeciwko premierowi Nawazowi Szarifowi. Przez dwa lata Zachód postrzegał go jako dyktatora, jednak gdy 11 września 2001 r. Amerykanie przygotowywali uderzenie na rządzony przez fanatycznych talibów Afganistan, okazało się, że potrzebują poparcia Islamabadu.
Muszarraf zgodził się na rozlokowanie amerykańskich baz powietrznych, zerwał stosunki dyplomatyczne z talibami i poparł Waszyngton. Znalazł się za to na celowniku Al-Kaidy (dwukrotnie w grudniu 2003 próbowano go zabić), ale islamska rewolucja w Pakistanie na szczęście nie wybuchła.
Generał musi się jednak liczyć z silną islamską opozycją skupioną wokół skrajnego ugrupowania Muttahida Majlis-e-Amal. Być może ceną za to jest opieszałość Pakistańczyków przy poszukiwaniach terrorysty numer jeden - Osamy bin Ladena.