"Mam powody, by sądzić, że zatrucie mojej osoby i Litwinienki może mieć związek z informacjami, jakie Litwinienko osobiście przekazywał mi od miesięcy" - napisał Scramella w liście do włoskich mediów. O jakie informacje chodzi? Tego nie wiadomo. Komu mogłoby zależeć na zabiciu Scaramelli i Litwinienki? Włoch milczy.
Umierający Litwinienko wskazywał jednak jasno: zamach przygotowali agenci rosyjskiego wywiadu. Prezydent Rosji zaprzeczył jednak tym oskarżeniom. Wiele jednak wskazuje ma to, że śmiercionośny polon przyleciał z Moskwy. Ślady radioaktywności zostały w dwóch brytyjskich samolotach, które latały właśnie do Rosji.
Lekarze badający Scaramellę znaleźli w jego ciele ślady zabójczego promieniowania. Scaramella żyje. Jednak nie ma wątpliwości, że miał zginąć. Tłumaczy, że miał wiele szczęścia, bo w jego posiłku była mniejsza dawka niż w jedzeniu Litwinienki. Agent został otruty w restauracji sushi w Londynie.
Litwinienko zmarł w londyńskim szpitalu pod koniec listopada. Prowadził między innymi własne śledztwo w sprawie śmierci opozycyjnej rosyjskiej dziennikarki Anny Politkowskiej.