40 radiowozów, setki uzbrojonych po zęby policjantów eskortowały ciężarówki z uranem, który Niemcy przesyłali do Rosji. Władze bały się, że zanim promieniotwórczy materiał, z którego bez problemu można zrobić bombę, trafi na pokład samolotu, mogą go porwać terroryści. Ci nie zaatakowali, jednak transport zatrzymali...ekolodzy.
Z reaktora w Dreźnie wyjechały w nocy dwa transporty. Każdą eskortowało 40 radiowozów. Ale tylko na pokładzie jednej z nich było 326 kilo uranu. Trasa nie była długa, zaledwie 10 kilometrów. Wzdłuż drogi kręcili się policjanci po cywilnemu, gotowi w każdej chwili powstrzymać terrorystów.
Jednak okazało się, że środki bezpieczeństwa zawiodły, bo na drodze ciężarówki znalazło się 30 ekologów. Konwój musiał nadłożyć drogi, bo policjanci nie chcieli szarpać się z obrońcami środowiska, którzy chcieli, by uran został w Niemczech. Ich zdaniem jego przewożenie aż zapraszało terrorystów do ataku.
Gdy konwój trafił na lotnisko, rosyjscy eksperci załadowali śmiercionośny ładunek do wnętrza transportowego samolotu, który odleciał w stronę Rosji.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|