Ci, którzy przeżyli, są teraz w szpitalu. Wstrząśnięci opowiadają, jak na pokładzie promu - podczas sztormu - wybuchła panika. "Zaczęło się ok. 2.00 w nocy. Statek stracił stabilność. Już wtedy wielu pasażerów było poddenerwowanych" - relacjonował jeden z cudem ocalałych.

Gdy prom zaczął się gwałtownie kołysać, ludzie w pośpiechu zakładali kamizelki. Niektórzy kurczowo trzymali się łodzi ratunkowych. "Szukałem mojej córki, ale było zbyt ciemno. Potem wydawało mi się, że statek pękł... ale trudno mi powiedzieć, co tak naprawdę się stało" - mówił uratowany mężczyzna.

Rozbitkowie przez wiele godzin dryfowali wśród szalejących fal, rozpaczliwie wołając o pomoc. Kilkadziesiąt osób zostało wyciągniętych przez rybaków oraz załogę okrętu marynarki wojennej.