"Wprowadzę w Wenezueli socjalizm" - mówił zwolennikom prezydent populista, który władzę nad roponośnym krajem sprawuje od 1998 r. Jego zapowiedziom z przerażeniem przysłuchują się zachodnie koncerny.

Decyzja o nadaniu Chávezowi nadzwyczajnych uprawnień została podjęta jednomyślnie; w parlamencie nie ma opozycji, bo zbojkotowała ona ostatnie wybory.

"Nie wahamy się przyznać prezydentowi Chávezowi prawa do wprowadzania dekretów, tak aby mógł szybko przygotować rozwiązanie poważnych problemów, które mamy" - oświadczył wiceprzewodniczący Zgromadzenia Narodowego Roberto Hernández, na co zebrani na placu zwolenicy prezydenta, ubrani w czerwone koszule, odpowiedzieli okrzykami: "Wraz z Chávezem rządzi naród!" i "Niech żyje socjalizm".

Wenezuelski prezydent już zapowiada, że wykorzysta dekrety do nacjonalizacji sektora energetycznego i telekomunikacyjnego, wprowadzi wyższe podatki dla najbogatszych, doprowadzi do przejęcia przez państwo kontroli nad bogatymi wenezuelskimi złożami ropy naftowej i gazu.

Dotknie to przede wszystkim zachodnie koncerny naftowe - BP, ExxonMobil, Chevron, ConocoPhillips, Statoil i Total - które jeśli chcą dalej działać w Wenezueli, muszą stworzyć spółki joint venture, w których większościowym udziałowcem będzie państwo. Nie wiadomo też, czy nacjonalizacja odbędzie się za odszkodowaniem.