Policja otoczyła fermę. Na wszystkich drogach dojazdowych leżą specjalne maty, które mają powstrzymać roznoszenie wirusa na kołach samochodów. Ludziom wolno chodzić po hodowli tylko w specjalnych ochronnych kombinezonach. Do tego władze zakazały wszelkich wystaw ptaków i wyścigów gołębi pocztowych w całej Anglii.
To azjatycka odmiana wirusa, którą ktoś musiał do Anglii przywlec. Jednak najważniejsze, by nie przeniosła się na ludzi. Na razie pewne jest też, że los kilku tysięcy indyków jest przesądzony. Bo nikt nie będzie sprawdzał, ile ptaków jest chorych, tylko władze każą wybić wszystkie.
Wszystko zaczęło się w czwartek. Szefowie fermy zgłosili do lokalnych władz, że nagle padło ponad 2,5 tys. indyków. Na miejscu od razu pojawili się eksperci, którzy zidentyfikowali wirusa.
Weterynarze oczywiście uspokajają, że ludziom nic nie grozi i jedzenie mięsa jest bezpieczne. Ale ograniczenia wprowadzają już inne europejskie kraje. Norwegia, dokąd wkrótce zaczną przylatywać ptaki z Anglii, również zakazała lotów gołębi i kazała trzymać ptactwo w zagrodach.