Dziennik Gazeta Prawana logo

Stu czechosłowackich agentów miało podbić RFN

12 października 2007, 15:40
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kontrwywiad komunistycznej Czechosłowacji przygotowywał w latach 70. supertajną brygadę agentów, którzy w razie wojny mieli porywać i likwidować czołowe osobistości ówczesnej Republiki Federalnej Niemiec - pisze DZIENNIK.
Istnienie "Grupę specjalnego przeznaczenia" ujawnił czeski dziennik "Mlada Fronta Dnes". Miała ją tworzyć stu wszechstronnie wyszkolonych cywilów, znających po kilka języków obcych, w znakomitej kondycji fizycznej. Operacja była tak tajna, że wiedzieli o niej tylko nieliczni funkcjonariusze kontrwywiadu wojskowego VKR. W rejestrach czechosłowackiej SB nie ma żadnych wzmianek na ten temat.

Dopiero teraz podczas wielkich porządków w archiwalnych materiałach VKR czescy historycy natrafili na zeszyty, które prowadzili dowódcy brygady. Z zapisków wynika, że grupa miała porywać lub likwidować osoby o kapitalnym znaczeniu dla działania państwa: polityków, ekonomistów, dowódców wojskowych, przejmować strategiczne obiekty, jak amerykańskie bazy rakietowe i radarowe, stacje radiowe czy elektrownie.

Ujawnienie, że komunistyczny wywiad wojskowy przygotowywał się do takich akcji, kompletnie zaskoczyło znawców tematu. "O służbach wywiadowczych wiem co nieco, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że kontrwywiad, którego obszarem działania miało być wyłącznie środowisko armii na obszarze Czechosłowacji, przygotowywał się także na akcje za granicą" - mówi Miroslav Krejczik, dyrektor dzisiejszej wojskowej służby informacyjnej. Ostatnie odkrycia wskazują jednak, że w Czechosłowacji kontrwywiad wojskowy miał wyjątkową pozycję wśród wszystkich komunistycznych służb informacyjnych. "Na swój sposób nadzorował nawet działalność wywiadu wojskowego, co nie jest normalne" - zauważa Krejczik.

Choć informacja poruszyła opinię publiczną, nazwiska członków oddziału nie zostaną ujawnione. "To by bowiem mogło zaszkodzić krajowi. Oni już dla nas oczywiście nie pracują, ale każdy nowy agent mógłby potem powiedzieć: zrywam współpracę, bo nie mam gwarancji, że kiedyś nie opublikujecie mojego nazwiska" - tłumaczy jeden z autorów odkrycia, historyk Milan Macak.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj