Czterech nie żyje, a jedna osoba walczy o życie, po tym, jak uzbrojony szaleniec wpadł do jednego z biur w Filadelfii. Gdy policjanci chcieli odbić zakładników, mężczyzna otworzył do nich ogień. A po kilku minutach sam się zastrzelił.
To było zebranie zarządu jednej z małych filadelfijskich firm. Biznesmeni spokojnie siedzieli, planując strategię rozwoju przedsiębiorstwa. Nagle do środka wpadł zamaskowany mężczyzna z karabinem w ręku. Według policji, napastnik związał swe ofiary sznurem. A potem zaczął strzelać.
Nie chciał negocjować z funkcjonariuszami. Gdy zobaczył policyjne mundury, od razu otworzył ogień. A policjanci nie pozostali mu dłużni. Wtedy morderca zastrzelił się. Gdy stróże prawa weszli wreszcie do biura, znaleźli trzy trupy. Czwarta ofiara zmarła w szpitalu, a piąty mężczyzna walczy o życie.
Jeszcze nie wiadomo, dlaczego morderca zaatakował biuro tej firmy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|