Dziennik Gazeta Prawana logo

Spadł z czterech kilometrów i przeżył

12 października 2007, 15:42
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
To był cud. Młodemu skoczkowi nie otworzył się żaden z dwóch spadochronów. Zleciał w dół z czterech kilometrów. Ale miał szczęście, bo wpadł na krzaki. I przeżył.

To był jeden z wielu skoków 25-letniego Nowozelandczyka, Michaela Holmesa. Ale tym razem było inaczej. Najpierw nawalił główny spadochron. Potem zawiódł zapasowy. Zamiast spokojnie opadać, Michael wirował w powietrzu i jak kamień spadał w stronę ziemi.

Wszystko nagrała kamera zamontowana na jego kasku oraz kamera kolegi, który także wówczas skakał.

A miał szczęście. Wpadł w kolczaste krzaki buszu. Te zamortyzowały jego upadek i uratowały mu życie. Złamał sobie co prawda kości ramion, zwichnął kostkę i uszkodził płuco, ale wyjdzie z tego cało, bo natychmiast zabrano go do szpitala. Michael chce wrócić do skoków już w kwietniu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj