Republikanie coraz gwałtowniej zabiegają o poparcie młodych Amerykanów, bo to właśnie oni mogą zdecydować o wyniku przyszłorocznych wyborów prezydenckich - pisze DZIENNIK.
Ubiegający się o republikańską nominację gubernator stanu Massachusetts Mitt Romney zamierza nawet... płacić studentom, którzy zaangażują się w jego
kampanię.
"Republikanie do dziś mieliby przewagę w Kongresie, gdyby zdołali przekonać do siebie młodych ludzi z Wirginii i Montany. Głosy młodego elektoratu mogą się okazać decydujące również w wyborach prezydenckich" - mówi DZIENNIKOWI politolog z uniwersytetu Harwarda David King.
Romney najwyraźniej doszedł do podobnego wniosku, dlatego każdemu studentowi, który zbierze na jego kampanię wyborczą co najmniej 1000 dol., oferuje 10 proc. "prowizji". "Jeśli zbierzesz 50 tysięcy, od nas dostaniesz pięć tysięcy!" - kusi w mailach rozsyłanych do studentów komitet wyborczy 60-letniego Romneya.
Jeszcze do niedawna polityczni stratedzy w USA nie przykładali większej wagi do młodego elektoratu. Twierdzili, że szkoda czasu na walczenie o głosy ludzi, którzy nie mają jeszcze wyrobionych poglądów. "Ten obraz zaczął się zmieniać po wyborach w 2004 r., gdy do urn poszła rekordowa liczba młodych Amerykanów. Podobnie było dwa lata później, a badania potwierdzają, że głosowanie w przyszłym roku także przyciągnie tysiące młodych wyborców" - wyjaśnia DZIENNIKOWI Kathleen Barr z George Washington University.
W marcu miesięcznik "National Journal" ogłosił, że młodzi Amerykanie znowu zaczęli interesować się polityką i nazwał tę grupę wyborców "Generacją My, czyli Przebudzonym Gigantem". Fenomenem tym natychmiast zajęli się socjologowie, którzy orzekli, że to grupa, która starannie rozważa oferty obu stron: Republikanów i Demokratów. "Młodzi traktują politykę jak sklep. Od polityków oczekują konkretnych propozycji w sprawie ubezpieczeń medycznych, systemu finansowania nauki oraz lepszych szans na start w dorosłe życie" - mówi Barr.
Dla Republikanów był to sygnał, że wbrew obiegowym opiniom, jakoby młodzi Amerykanie masowo głosowali na Demokratów, prawica także ma szanse na zdobycie ich poparcia. Stąd gotówkowe pomysły Mitta Romneya czy lansowanie na eksponowane stanowiska młodych polityków, takich jak 32-letni Adam H. Putnam, który niedawno został nominowany na szefa klubu, trzecie najważniejsze rangą stanowisko dla republikanina w Kongresie.
Demokraci na razie przyglądają się tym wysiłkom z zainteresowaniem, ale jeszcze nie czują się zagrożeni. Sondaże pokazują, że najbardziej popularni wśród młodych Amerykanów pretendenci do prezydentury to nadal Demokraci: Barack Obama, Hillary Clinton i John Edwards. "Poważnie liczymy się ze wszystkimi pomysłami Republikanów, zwłaszcza w tak wyrównanej grze, jaką będą nadchodzące wybory" - zaznacza jednak w rozmowie z DZIENNIKIEM Austin Kennedy, polityczny strateg Demokratów.
Liczy jednak na to, że partii George’a Busha ostatecznie nie uda się obłaskawić młodych. "Już raz próbowali to robić w 2006 r., wysuwając na pierwszy plan swoich najbardziej lewicujących polityków, byłego burmistrza Nowego Jorku Rudiego Giulianiego i gwiazdora kina akcji Arnolda Schwarzeneggera. Ale nic nie wskórali" - twierdzi Kennedy.
"Republikanie do dziś mieliby przewagę w Kongresie, gdyby zdołali przekonać do siebie młodych ludzi z Wirginii i Montany. Głosy młodego elektoratu mogą się okazać decydujące również w wyborach prezydenckich" - mówi DZIENNIKOWI politolog z uniwersytetu Harwarda David King.
Romney najwyraźniej doszedł do podobnego wniosku, dlatego każdemu studentowi, który zbierze na jego kampanię wyborczą co najmniej 1000 dol., oferuje 10 proc. "prowizji". "Jeśli zbierzesz 50 tysięcy, od nas dostaniesz pięć tysięcy!" - kusi w mailach rozsyłanych do studentów komitet wyborczy 60-letniego Romneya.
Jeszcze do niedawna polityczni stratedzy w USA nie przykładali większej wagi do młodego elektoratu. Twierdzili, że szkoda czasu na walczenie o głosy ludzi, którzy nie mają jeszcze wyrobionych poglądów. "Ten obraz zaczął się zmieniać po wyborach w 2004 r., gdy do urn poszła rekordowa liczba młodych Amerykanów. Podobnie było dwa lata później, a badania potwierdzają, że głosowanie w przyszłym roku także przyciągnie tysiące młodych wyborców" - wyjaśnia DZIENNIKOWI Kathleen Barr z George Washington University.
W marcu miesięcznik "National Journal" ogłosił, że młodzi Amerykanie znowu zaczęli interesować się polityką i nazwał tę grupę wyborców "Generacją My, czyli Przebudzonym Gigantem". Fenomenem tym natychmiast zajęli się socjologowie, którzy orzekli, że to grupa, która starannie rozważa oferty obu stron: Republikanów i Demokratów. "Młodzi traktują politykę jak sklep. Od polityków oczekują konkretnych propozycji w sprawie ubezpieczeń medycznych, systemu finansowania nauki oraz lepszych szans na start w dorosłe życie" - mówi Barr.
Dla Republikanów był to sygnał, że wbrew obiegowym opiniom, jakoby młodzi Amerykanie masowo głosowali na Demokratów, prawica także ma szanse na zdobycie ich poparcia. Stąd gotówkowe pomysły Mitta Romneya czy lansowanie na eksponowane stanowiska młodych polityków, takich jak 32-letni Adam H. Putnam, który niedawno został nominowany na szefa klubu, trzecie najważniejsze rangą stanowisko dla republikanina w Kongresie.
Demokraci na razie przyglądają się tym wysiłkom z zainteresowaniem, ale jeszcze nie czują się zagrożeni. Sondaże pokazują, że najbardziej popularni wśród młodych Amerykanów pretendenci do prezydentury to nadal Demokraci: Barack Obama, Hillary Clinton i John Edwards. "Poważnie liczymy się ze wszystkimi pomysłami Republikanów, zwłaszcza w tak wyrównanej grze, jaką będą nadchodzące wybory" - zaznacza jednak w rozmowie z DZIENNIKIEM Austin Kennedy, polityczny strateg Demokratów.
Liczy jednak na to, że partii George’a Busha ostatecznie nie uda się obłaskawić młodych. "Już raz próbowali to robić w 2006 r., wysuwając na pierwszy plan swoich najbardziej lewicujących polityków, byłego burmistrza Nowego Jorku Rudiego Giulianiego i gwiazdora kina akcji Arnolda Schwarzeneggera. Ale nic nie wskórali" - twierdzi Kennedy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|