Państwo w Rogu Afryki idzie dokładnie w ślady Afganistanu - wraz z upadkiem islamskiego reżimu upadła jedyna od lat stabilna władza - pisze DZIENNIK.
Somalia znów pogrąża się w wojnie. Obaleni trzy miesiące temu islamiści od kilku dni walczą z rządowymi i etiopskimi wojskami na ulicach stolicy kraju. Były to
najbardziej zacięte starcia od 15 lat. Gdy stały się mniej intensywne, zmęczeni bojownicy obu stron zażywali rzadkich chwil spokoju. Przekonani, że zaraz wszystko zacznie się od nowa.
"To była pierwsza spokojna noc od pięciu dniu i w końcu mogłem się trochę zdrzemnąć. Niech ludzie wykorzystają tę krótką chwilę ciszy i jak najszybciej uciekają z miasta" - mówił Agencji Reutera jeden z islamskich bojowników.
Mieszkańcom Mogadiszu nie trzeba tego dwa razy powtarzać: w ostatnich dniach uciekło ponad 50 tys. ludzi; bogatsi samochodami z całym dobytkiem, najbiedniejsi na piechotę, niosąc ze sobą niewielkie tobołki, zapełnili wyjazdowe trakty. Byle tylko dalej od piekła, w które ponownie zamienia się somalijska stolica.
Wczoraj uciec było łatwiej. Obie strony konfliktu, wyczerpane ostatnimi walkami, przystały na zawieszenie broni. Jest jeszcze przestrzegane, choć od czasu do czasu słychać długie serie z karabinów maszynowych i huk wybuchów moździerzowych pocisków. Nikt jednak nie ma wątpliwości, że ta przerwa posłuży wyłącznie zebraniu sił przed nowym starciem. W stronę Mogadiszu jadą już bowiem kolejne ciężarówki z etiopskimi żołnierzami, którzy mają wesprzeć rządowe wojska. Islamiści już dawno wypowiedzieli chrześcijańskiej Etiopii dżihad - świętą wojnę. Jej żołnierzy traktują jak najeźdźców. Tym bardziej że gdy Etiopczycy pozbawiali ich władzy nad krajem, robili to za aprobatą Zachodu.
"Trzy miesiące temu wszyscy mówili, że najważniejsza jest walka z terroryzmem i islamskim ekstremizmem. Nikt nie zastanawiał się nad tym, co dalej, nikt nie miał planu dla Somalii" - mówi DZIENNIKOWI Roland Marchal z francuskiego Ośrodka Nauk Politycznych CERI.
"To była pierwsza spokojna noc od pięciu dniu i w końcu mogłem się trochę zdrzemnąć. Niech ludzie wykorzystają tę krótką chwilę ciszy i jak najszybciej uciekają z miasta" - mówił Agencji Reutera jeden z islamskich bojowników.
Mieszkańcom Mogadiszu nie trzeba tego dwa razy powtarzać: w ostatnich dniach uciekło ponad 50 tys. ludzi; bogatsi samochodami z całym dobytkiem, najbiedniejsi na piechotę, niosąc ze sobą niewielkie tobołki, zapełnili wyjazdowe trakty. Byle tylko dalej od piekła, w które ponownie zamienia się somalijska stolica.
Wczoraj uciec było łatwiej. Obie strony konfliktu, wyczerpane ostatnimi walkami, przystały na zawieszenie broni. Jest jeszcze przestrzegane, choć od czasu do czasu słychać długie serie z karabinów maszynowych i huk wybuchów moździerzowych pocisków. Nikt jednak nie ma wątpliwości, że ta przerwa posłuży wyłącznie zebraniu sił przed nowym starciem. W stronę Mogadiszu jadą już bowiem kolejne ciężarówki z etiopskimi żołnierzami, którzy mają wesprzeć rządowe wojska. Islamiści już dawno wypowiedzieli chrześcijańskiej Etiopii dżihad - świętą wojnę. Jej żołnierzy traktują jak najeźdźców. Tym bardziej że gdy Etiopczycy pozbawiali ich władzy nad krajem, robili to za aprobatą Zachodu.
"Trzy miesiące temu wszyscy mówili, że najważniejsza jest walka z terroryzmem i islamskim ekstremizmem. Nikt nie zastanawiał się nad tym, co dalej, nikt nie miał planu dla Somalii" - mówi DZIENNIKOWI Roland Marchal z francuskiego Ośrodka Nauk Politycznych CERI.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|