Zaczęło się około 7:15 rano (12:15 czasu polskiego) od telefonu na uczelniany posterunek policji. Pierwsze strzały padły w budynku West Ambler Johnson Hall. Jedna osoba zginęła, potem cisza. Po dwóch godzinach na portalu uczelni pojawia się ostrzeżenie, by zostać w pokojach, że zajęcia odwołano. W tym samym czasie zaczyna się masakra w innej części kampusu.

Około 9:15 do budynku Norris Hall wchodzi około 20-letni Azjata w kurtce i bejsbolówce. Rygluje drzwi łańcuchem i zaczyna zabijać studentów. W tym samym czasie zaczyna się burza w internecie.

10:17 - na jednym ze studenckich blogów pojawia się informacja o strzelaninie w kampusie. "Policja jest już na miejscu, zostańcie w pokojach i nie zbliżajcie się do okien" - pisze internauta. Ze strony internetowej studenci dowiadują się, że zajęcia odwołano, a policja ostrzega przed mordercą w kampusie.

10:36 - Na blogach pojawia się informacja o jednej ofierze śmiertelnej. Z mediów studenci wyłapują informację o silnym wietrze, który uniemożliwia lądowanie helikopterów. Dziennikarze podsłuchali policyjne skanery, pod uczelnię przyjeżdżają karetki. Studenci, którzy rozmawiali z lekarzami, informują, że ranni koledzy są odsyłani do szpitala Montgomery.

11:06 - Bloggerzy, powołując się na agencję Associated Press, mówią o jednej ofierze strzelaniny. Student Steve Hanson donosi, że o 10:15 pracował w laboratorium w budynku Norris Hall, gdy usłyszał huk od strony budowy prowadzonej przy budynku. Chwilę później, gdy wybiegał z budynku, widział kogoś rannego w ramię. Mieszkańcy akademika Pritchard Hall, położonego blisko miejsca strzelaniny, są wciągani do środka, drzwi są ryglowane. Pracownicy krzyczą na studentów, by odeszli od okien.

11:26 - Pojawiają się doniesienia o masakrze w Norris Hall. Studenci piszą, że przez okna widać, jak budynek okrążają policjanci i ochrona kampusu. Associated Press i uczelniana gazeta "The Collegiate Times" piszą, że policja zatrzymała jednego strzelca i szuka drugiego. Internauci piszą już o dwóch strzelaninach, jednej między 7:15 a 7:30 rano i drugiej - po 10:00 rano. Pojawia się informacja o kolejnych ośmiu ofiarach śmiertelnych. Władze zapowiadają konferencję prasową. Autorzy blogów zwracają uwagę, że w obecnej chwili jest wiele plotek i mało konkretnych, potwierdzonych informacji.

11:45 - Na blogi trafia relacja anonimowego studenta, który widział policjantów chwytających chłopaka postrzelonego w brzuch. Wrzucili go szybko do radiowozu i odjechali. Student nie był pewien, czy widzi ofiarę, czy postrzelonego napastnika. Ktoś pisze w komentarzach, że na miejscu jest już FBI.

12:13 - Bloggerzy oglądający Fox News donoszą o 17 studentach, którzy trafili do szpitala Montgomery z ranami postrzałowymi. Pojawia się pierwsza informacja o mordercy: wyglądał na Azjatę. Doniesienia ze szpitala - część rannych jest w krytycznym stanie. Studenci piszą o postrzelonym profesorze.

12:25 - Jeden z internautów pisze, że jego post powstaje w trakcie pierwszego wywiadu telewizyjnego z lokalnym szefem policji. "Mówi, że jest 20 ofiar, że były dwie strzelaniny, że morderca nie żyje" - relacjonuje. Z wywiadu nie może się dowiedzieć, czy zabójca został zastrzelony, czy też zabił się sam. Post jest nieuporządkowany. Za chwilę wpisuje aktualizację - policjant nazywa się Charles Steuer. Blogger zastanawia się, czy policja zerka na obrazy z kamer internetowych rozmieszczonych wokół uczelni i kampusu. Już na tym etapie pojawia się informacja o pomocy psychologicznej dla ofiar.

12:55 - "Mój kolega miał zajęcia w sali 205 w Norris Hall. Mówi, że morderca strzelał do ludzi w sali obok" - pisze anonim na serwisie Digg, gdzie coraz więcej internautów komentuje tragedię.

14:00 - Oficjalna informacja - 32 osoby nie żyją. Pojawiają się pierwsze plotki o mordercach. O jednej pisze Robert Bowman, współwydawca uczelnianej gazety "The Collegiate Times". "Facet na zdjęciach z AP może i jest Azjatą, ale to mój reporter, a nie morderca" - tłumaczy. Druga plotka krążąca po sieci mówi o mordzie chłopaka na byłej dziewczynie. Miał wejść do jej akademika a później tam, gdzie miała wykłady.

14:25 - Studenci piszą o profesorze postrzelonym w twarz, który zginął na miejscu w Norris Hall. Jeden z nich dodaje, że morderca miał jeden karabin, strzelbę i dwa pistolety 9 mm. Ktoś sugeruje, że z tego pistoletu strzelał do siebie, gdy zobaczył policję. Studenci donoszą o 40-50 strzałach. "Miał całą kamizelkę obwieszoną magazynkami. Po prostu chodził od klasy do klasy i opróżniał je… Gdy skończył, podłogi pokrywały kałuże krwi" - pisze jeden z internautów. Te tragiczne informacje przekazał mu kolega przez komunikator internetowy. Pojawiają się sugestie, że fałszywe alarmy bombowe, które opróżniły kampus tydzień wcześniej, były powiązane z tragedią.

14:40 - Studenci piszą, że przez okna widać, jak pod budynek podjechali agenci ATF (Biura ds. Alkoholu, Tytoniu i Broni Palnej) i zbierają łuski sprzed budynku. Associated Press zmieniła liczbę zabitych. Nie 32, a 31. Bloggerzy reagują: oby była jeszcze mniejsza…

14:55 - Pierwsza relacja studenta w telewizji. Zamknięci w akademikach oglądają kolegę, Briana Crossa, w lokalnym kanale WSLS-TV. Pojawiają się podsumowania. "Co wiemy? Że to mniej więcej 20-letni Azjata, ubrany w bejsbolówkę i czarną skórzaną kurtkę. Większość najpierw myślała, że hałas wywołali robotnicy pracujący na kampusie".





















15:17 - Pierwsze słowa niedoszłej ofiary. Postrzelony chłopak - Derrik Odell - opowiada telewizji MSNBC, że morderca zabił 10-15 uczniów tylko w jego klasie. Odell myśli, że jego profesor też nie żyje. Ponoć zabójca zabijał w milczeniu. W sieci pojawia się zdjęcie zrobione komórką przez jednego z uczniów, którzy zabarykadowali się w swojej klasie. Publikuje je uczelniana gazeta na swojej stronie.

15:34 - Na blogach relacja Davida Jenkinsa, który rozmawiał z Fox News. "Słyszałem, że zaryglował drzwi, żeby nikt nie uciekł. Że wchodził do klas i zabijał." Opowiada o koledze, który jako jedyny przeżył atak na klasę, bo rzucił się na ziemię i udawał martwego.

16:00 - Bloggerzy czekają, co powie prezydent Bush. Internet nie lubi prezydenta USA. Szczególnie w taki dzień. Zapowiadają, że będą dokładnie przyglądać się śledztwu, by nic nie umknęło. Internetowa rodzina czuwa nad biegiem wydarzeń. Ruch generowany w sieci był gigantyczny. Policja tylko w ciągu pierwszej godziny od pojawienia się informacji w mediach dostała 36 tys. e-maili.