Publiczność pokazów lotniczych w bazie lotniczej marynarki w Beaufort w Południowej Karolinie była przerażona. Świadkowie opowiadają, że samoloty leciały obok siebie w szyku, gdy jeden nagle szybko obniżył lot, zszedł poniżej linii drzew i rozbił się.

Najbliżej miejsca wypadku znalazł się Raymond Voegeli. To na jego dom i samochód runęła maszyna. "Właśnie wycofywałem samochód z podjazdu, gdy we wstecznym lusterku zobaczyłem, jak leci na mnie gigantyczna kula ognia" - opowiada.

Szczątki samolotu poważnie uszkodziły kilka okolicznych budynków. Ośmiu mieszkańców jest poważnie rannych.

Nie wiadomo jeszcze co się stało. Samoloty i piloci należeli do akrobatycznej grupy "Blue Angels", uważanej za elitę marynarki wojennej USA.

Tragedia wydarzyła się w ostatnich chwilach pokazu, gdy samoloty formowały na niebie szyk w kształcie delty.