Na ekranie wcielał się w inżyniera, który dbał o statek Enterprise. Jednak prawdziwa podróż w kosmos była dla niego możliwa dopiero po śmierci. Wyruszył w nią z bazy w Nowym Meksyku, 80 kilometrów na północ od Las Cruces.

Rakieta "White Sands" zabrała ze sobą nie tylko prochy Doohana, ale także astronauty Gordona Coopera, oraz około 200 innych osób. Rodzina każdej z nich musiała zapłacić niecałe 500 dolarów (1500 zł) za to, by móc umieścić na pokładzie rakiety prochy swoich bliskich. Miejsce znalazło się także dla płyty CD, na której nagrano kondolencje i pozdrowienia od ponad 11 tysięcy fanów Scotty'ego.

James Doohan, filmowy inżynier na statku USS Enterprise, zmarł w lipcu 2005 roku. Miał 85 lat. Jego żona twierdzi, że kiedy w kosmos wysłano prochy twórcy serii "Star Trek", Gene'a Roddenberry'ego, jej mąż też zażyczył sobie takiego pogrzebu. A ona tylko spełniła jego wolę.