"Znaleźliśmy kompromisowe wyjście z sytuacji. Wszyscy wyszliśmy sobie naprzeciw, by pojawił się dokument, w którym wyznaczona została data wyborów" - oświadczył
Juszczenko dziennikarzom oczekującym końca negocjacji. A musieli czekać całą noc. To świadczy o tym, jak trudne były rozmowy i jak trudno było dojść do porozumienia.
Premier przyznał, że bał się wybuchu konfliktu społecznego. "W ostatnich dniach przekonaliśmy się, że należy natychmiast zakończyć działania, które mogą do tego konfliktu
doprowadzić" - powiedział.
Teraz do pracy zabierze się parlament Ukrainy. W najbliższy wtorek i środę Rada Najwyższa rozpatrzy projekty ustaw, niezbędnych do przeprowadzenia przedterminowych wyborów
parlamentarnych.
Oboje politycy dogadali się kilka dni po zaostrzeniu kryzysu. Kiedy w czwartek Juszczenko zwolnił prokuratura generalnego Swiatosława Piskuna, jego przeciwnicy powiedzieli, że to zamach stanu.
Potem obie strony zaczęły wzywać na pomoc żołnierzy. Na szczęście Janukowycz z Juszczenką usiedli do stołu i zaczęli rozmawiać. Piątkowe spotkanie nie przyniosło rezultatów, ale
sobotnie zakończyło się już sukcesem. Choć jego osiągnięcie zajęło aż osiem godzin.