Miasto Tadworth mogłoby splajtować, wypłacając odszkodowanie - obawiali się radni. Dlatego urzędnicy postanowili ostro działać. Przed drzwiami pani Charlotte Richmond pojawiło się aż czterech funkcjonariuszy. "Przyszliśmy po trampolinę" - rzucili od progu.
Wszystko przez to, że pani Richmond nie jest właścicielką domu. Wzięła go jedynie w użytkowanie. Dlatego Rada Miejska może decydować, co stoi w ogródku. Trampolina to, ich zdaniem, niebezpieczny przedmiot. Gdyby dziewczynka z niej spadła i coś sobie zrobiła, należałoby się jej odszkodowanie. A takich wypadków miejska polisa nie pokrywa.
Żadne błagalne prośby córeczki pani Richmond nie mogły przekonać mundurowych, by nie odbierali jej ukochanej zabawki. Dali się tylko ubłagać, by złożoną trampolinę schować w piwnicy.
Dziennikarz. Zaczynał w „Super Expressie”, w Dziennik.pl od samego początku istnienia portalu, czyli kwietnia 2006. Obecnie jest wydawcą i redaktorem Newsroomu, zajmuje się także działem Technologie. W czasie wolnym gra w gry komputerowe oraz maluje figurki do Warhammera. Uwielbia koty.
