Dziennik Gazeta Prawana logo

Obiecanki cacanki prezydenta Egiptu. Ulica mu nie wierzy

2 lutego 2011, 06:08
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Obiecanki cacanki prezydenta Egiptu. Ulica mu nie wierzy
PAP/EPA
Prezydent Egiptu Hosni Mubarak ogłosił, że nie będzie kandydował w najbliższych wyborach prezydenckich. Czas do tych wyborów zamierza wykorzystać na przygotowanie pokojowego przekazania władzy. Obiecał też reformy konstytucyjne i zapowiedział, że nie opuści kraju. Demonstranci nadal domagają się jego natychmiastowego ustąpienia.

W wygłoszonym wieczorem telewizyjnym przemówieniu do narodu, 82-letni Hosni Mubarak powiedział, że "spędził wystarczająco wiele lat życia w służbie Egiptowi i jego narodowi". "Jestem absolutnie zdeterminowany zakończyć moją pracę dla narodu w sposób, który zapewni pokojowe przekazanie władzy, zapewnienie jej prawowitości i poszanowanie konstytucji" - dodał.

"Przez pozostałe miesiące mojej kadencji będę podejmował działania zapewniające pokojowe przekazanie władzy" - zapewnił Mubarak.

Zapowiedział też zgłoszenie projektu reform konstytucyjnych, w tym zmianę artykułu 76 konstytucji, który obecnie praktycznie uniemożliwia jakiekolwiek realne zagrożenie ze strony niezależnych kandydatów do prezydentury dla kandydata nominowanego przez partię rządzącą.

Zmiany moją dotyczyć też art. 77 konstytucji, który określa długość kadencji prezydenta na 6 lat, ale umożliwia urzędującej głowie państwa ubieganie się o nieograniczoną liczbę kadencji.

Szósta z kolei kadencja Mubaraka upływa we wrześniu, kiedy mają odbyć się wybory nowego prezydenta. Jeszcze do wtorku źródła oficjalne utrzymywały, że Mubarak wystawi swoją kandydaturę, mimo pogłosek o pogarszającym się stanie jego zdrowia.

Mubarak zapowiedział też, że zwróci się do organów wymiaru sprawiedliwości o zaostrzenie walki z korupcją.

W swym wystąpieniu obecny szef państwa egipskiego zapewnił, że nie opuści kraju, jak uczynił to prezydent ogarniętej wcześniej antyrządowymi demonstracjami Tunezji. "To jest mój kraj. Tutaj żyłem, walczyłem i broniłem tego kraju, jego suwerenności i interesów i umrę na jego ziemi" - powiedział.

Demonstranci na kairskim placu Tahrir odrzucili propozycje prezydenta Mubaraka programu reform oraz pozostania przez niego u władzy do wrześniowych wyborów.

Wznoszono okrzyki "My nie odejdziemy, on odejdzie !" oraz skandowano hasła wrogie prezydentowi.

Protestujący krzyczeli też, że "w piątek po południu będziemy przed pałacem" nawiązując do planowanego na ten dzień, nazwanym już "Piątkiem odejścia", marszu na pałac prezydencki.

Zdaniem Reutera, Mubarak zdecydował się na ustępstwa po jasnym sygnale z Waszyngtonu, przekazanym we wtorek przez specjalnego wysłannika prezydenta Obamy, że powinien ustąpić przed żądaniami narodu i przygotować się do oddania władzy.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj