"Wolałby umrzeć niż stanąć przed amerykańskim sądem" – tak skomentowała śmierć Osamy jego niegdysiejsza szwagierka, Carmen bin Laden. Jej zdaniem, legendarny terrorysta do ostatnich dni życia mógł liczyć na pomoc i ochronę "potężnych" ludzi w samym Pakistanie i poza jego granicami.

Reklama

Być może tożsamość niektórych z nich zostanie ujawniona. Według nieoficjalnych informacji Amerykanie rozpoczęli analizowanie gigantycznej ilości dokumentów i innych materiałów przejętych w willi bin Ladena.

Nie da się wykluczyć, że przynajmniej niektóre z nich mogą zaprowadzić śledczych do wysoko postawionych Pakistańczyków. Mimo że oficjalnie sekretarz stanu Hillary Clinton podkreśliła wagę współpracy Waszyngtonu i Islamabadu w tropieniu przywódcy Al-Kaidy, to jednocześnie amerykańscy urzędnicy sugerują, że pakistańscy oficjele nie byli poinformowani o przynajmniej niektórych szczegółach operacji planowanej w Abbottabadzie. O potencjalnych powiązaniach między Al-Kaidą a politykami i wojskowymi w Islamabadzie mówią otwarcie m.in. amerykańscy senatorowie. "Pakistańczycy muszą nam odpowiedzieć na wiele pytań" – podkreślają ostrożnie.

Waszyngton postanowił też przeciąć spekulacje na temat pogrzebu Osamy bin Ladena. Wiadomo już, że przed pochówkiem zostały odprawione muzułmańskie rytuały pogrzebowe, a sam pogrzeb w morzu był koniecznością – "żaden z krajów nie był chętny, by przyjąć zwłoki bin Ladena", jak określił to jeden z urzędników administracji Baracka Obamy.

Niewykluczone jednak, że ostatecznie mógłby się na to zgodzić Pakistan – w poniedziałek po południu na ulice Kwetty, miasta na zachodzie kraju, w pobliżu granicy z Afganistanem, wyszły setki ludzi. Demonstranci chcieli w ten sposób oddać część bin Ladenowi.