Protestowi towarzyszą manifestacje. Przez centrum Pragi przeszedł co najmniej kilkusetosobowy pochód związkowców, którzy zamierzają blokować gmachy różnych resortów, w tym ministerstwo finansów i kancelarię rady ministrów. Pod siedzibą rządu uczestnicy chcą złożyć wiezione na taczkach bele siana, do których przyczepione są kartki z opisem afer, w które przez rok istnienia centroprawicowego gabinetu Petra Neczasa zamieszani byli rządzący.

Reklama

Związki zawodowe przede wszystkim sprzeciwiają się wdrażanym przez centroprawicę reformom systemu socjalnego i emerytalnego, służby zdrowia oraz zmianom podatkowym. Do strajku dołączyły szkoły i opieka zdrowotna.

"Kto nam zagwarantuje, że nasze pieniądze nie trafią do rajów podatkowych lub łapówek? Damy rządowi radę: weźcie się za korupcję i aferzystów, zacznijcie pobierać podatki od tych, którzy od 20 lat ich nie płacą, a będzie dość pieniędzy na emerytury" - oświadczył stojący przed tłumem manifestantów przewodniczący Stowarzyszenia Niezależnych Związków Zawodowych (ASO), Bohumir Dufek.

Do stolicy wciąż zjeżdżają kolejni protestujący. Wcześniej kilkusetosobowa demonstracja odbyła się w Ostrawie.

Według informacji zakładów komunikacji miejskiej w czwartek w Pradze do obsługi pasażerów w porannych godzinach szczytu na ulice stolicy wyjechało mniej niż 25 proc. taboru. Zamknięte są wszystkie trzy linie metra, które zazwyczaj rozpoczynają pracę około godziny 4.30 rano.

Prezydent Pragi Bohuslav Svoboda twierdzi, że w stolicy nie doszło do załamania się transportu i ludzie mogą się przemieszczać. Na przystankach rozdawane są informacje o czynnych liniach autobusowych i tramwajowych, a straż miejska wyjątkowo pozwala zatrzymywać się kierowcom w strefach ograniczonego parkowania. W internecie ponadto dostępne są wszelkie potrzebne podróżnym informacje.



Na najbardziej uczęszczanych szlakach władze zapewniły alternatywny transport autobusowy, m.in. pomaga wojsko, które skierowało na drogi swoje autobusy.

Czesi ze strajkiem radzą sobie w różny sposób: część wzięła wolne i w ogóle w tym dniu zrezygnowała z pracy, inni do miejsc zatrudnienia dojeżdżają na rowerze lub idą pieszo.

Reklama

Ulice miast i drogi dojazdowe pełne są aut i taksówek; oprócz Pragi, problemy pojawiają się w Brnie, Ołomuńcu, Uściu nad Łabą i Hawierzowie. Dworce kolejowe całych Czech pozostają puste, ostatnie pociągi dojechały tam tuż po północy. Przewoźnicy w innych krajach odwołali czwartkowe połączenia z czeską stolicą. Polskie pociągi osobowe dojeżdżające do Czech zakończyły kursy na ostatnich stacjach przed granicą.

Czeska telewizja informacyjna CzT24 podała, że strajk zaskoczył podróżnych z zagranicy, wśród nich Polaka, który utkwił w Ołomuńcu. Kierownictwo czeskich kolei państwowych CzD podało, że zapewni zagubionym pasażerom miejsca w poczekalniach o podwyższonym standardzie i całodzienne wyżywienie.

Strajk zakończy się po 24 godzinach, o północy z czwartku na piątek.

Ostatni ogólnokrajowy strajk sektora transportu zdarzył się w Czechach w 1997 roku i wywołał kryzys polityczny, po którym padł rząd ówczesnego premiera, a obecnego prezydenta Vaclava Klausa. Zdaniem komentatorów w Pradze, historia może się powtórzyć, gdyż rządzący obecnie Neczasa ma jeszcze mniejsze poparcie społeczne.