W przesłanym PAP przez ambasadę Królestwa Belgii w Warszawie artykule pt. "Ku Europejskiej Unii Federalnej powoli, lecz pewnie", jego autor - minister spraw zagranicznych Belgii - nie ukrywa, że "jest zagorzałym zwolennikiem" idei federalnej Unii Europejskiej. - przekonuje Reynders.
To głos Belgii w debacie nad przyszłością UE, zainicjowaną czerwcowym raportem czterech przewodniczących (Rady Europejskiej Hermana Van Rompuy'a oraz Komisji Europejskiej Jose Barroso, Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiego i eurogrupy Jean-Claude'a Junckera), jaka ma być kontynuowana przez przywódców państw UE do grudnia 2012.
Według Reyndersa, dalsza integracja europejska powinna prowadzić do federacji, co jednak nie oznacza zabrania kompetencji państwom czy regionom. .
Taka federalna UE powinna mieć do dyspozycji odpowiedni, większy budżet, który obecnie stanowi zaledwie 1 proc. PKB wszystkich połączonych państw członkowskich. - podkreśla Reynders. Dodaje jednak, że "niestety" mało prawdopodobne jest dziś, aby wielkość budżetu wzrosła w najbliższych latach.
Federacja wymaga też odpowiedniej struktury. Komisja Europejska powinna zdaniem Belga ewoluować w kierunku , z przewodniczącym wybieranym jak już teraz przez Parlament Europejski, ale mniejszą niż obecnie liczbą komisarzy. Wyjaśnia, że odejście od obecnej zasady jeden kraj - jeden komisarz jest niezbędne, by wzmocnić skuteczność KE, tak, by mogła koncentrować się w pracach na prawdziwie europejskim interesie. Władzę ustawodawczą, rozwija Reynders, powinny sprawować dwie izby: jedna, która bezpośrednio reprezentuje obywateli, czyli Parlament Europejski, oraz druga - reprezentująca państwa. - dodaje.
W takiej federalnej strukturze, przekonuje Belg, rządy powinny przestrzegać wspólnie wyznaczonych na poziomie europejskim celów budżetowych, społecznych i gospodarczych, po to, by zapobiegać "wewnętrznym sprzecznościom" i nie szkodzić Unii ekonomicznej i monetarnej nadmiernymi deficytami budżetowymi czy brakiem równowagi makroekonomicznej.
- zauważa Reynders. Jako słuszną drogę wskazuje zaproponowane przez Van Rompuy'a rozwiązanie, by kraje mogły emitować papiery dłużne powyżej wspólnie ustalonego poziomu (teraz to 60 proc. PKB) tylko pod warunkiem, że wcześniej uzyskały na to zgodę na pozimie europejskim. Podobnie euroland mógłby ingerować w budżety narodowe poszczególnych państw, gdyby były one sprzeczne z uzgodnionymi zasadami budżetowymi.
Wraz z większą odpowiedzialnością i kontrolą na poziomie europejskim, powinna też - przekonuje Reynders - rozwijać się większa solidarność w UE. Jedną z jej form jest już budżet UE, który wspiera rozwój biedniejszych regionów, oraz stworzone ostatnio fundusze ratunkowe dla eurolandu, jak Europejski Mechanizm Stabilizacyjny. - uważa Reynders. - konkluduje.