O tym, jak Włosi wracają do tradycji, świadczy "festiwal babcinych kanapek", odbywający się w Giovinazzo na południu Włoch. Wymyśliła go przed kilkunastu laty grupa nastolatków, którym nie podobało się, że przekąski z supermarketów i fastfoodów zastępują w szkołach kanapki przygotowywane przez babcie.
Wówczas nie mogli przewidzieć, jak wielkie zainteresowanie wzbudzi ich pomysł w roku 2012. W tegorocznej edycji festiwalu wzięło udział 15 tysięcy ludzi, którzy przyszli na rynek w Giovinazzo, by spróbować tradycyjnych potraw.
- mówi organizator festiwalu, dziś trzydziestokilkuletni Gianfranco Stufano.
Przepisy wykorzystywane na festiwalu były doskonalone przez dziesięciolecia, kiedy bieda na południu Włoch była powszechna. Stufano wspomina, jak jego dziadkowie suszyli na słońcu pomidory, karczochy i paprykę, by zalać je olejem i wykorzystywać w zimie jako nadzienie do kanapek. Nie wyrzucano żadnych resztek jedenia.
Angela, matka dwojga dzieci, która przyszła na festiwal, przyznaje, że musi teraz więcej gotować w domu, i nawet sama piecze chleb, by oszczędzić na wydatkach na żywność. - wskazuje.
- dodaje inny gość festiwalu o imieniu Mariano.
Wtóruje mu cytowany przez BBC pediatra dr Domenico Caccavo. - uważa lekarz.
Powodowani koniecznością oszczędzania, ale też nieco nostalgią, Włosi wracają do zasady "nie marnuj, a nie będziesz w potrzebie". Wśród czasopism kulinarnych największą popularnością cieszą się te opatrzone tytułami: "Kuchnia ekonomiczna" czy "Przepisy babci".
Całkiem możliwe, że kryzys okaże się skuteczniejszym argumentem na rzecz zdrowego żywienia niż jakakolwiek kampania przeciwko "śmieciowemu jedzeniu" - zauważa BBC.