Dziennik Gazeta Prawana logo

Wojny nie będzie? "Nic nie znaczące obietnice"

30 marca 2013, 13:52
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Korea Północna
O co chodzi Kimowi? /AP
Młody przywódca Korei Północnej grozi wojną bo... jest słaby - uważają eksperci. Ich zdaniem, chce on pokazać generałom, że nie zamierza wprowadzić żadnych zmian w państwie i umocnić swą pozycję w partii.

Korea Północna ogłosiła, że jest "w stanie wojny" z Południem i postawiła siły zbrojne w stan najwyższej gotowości. Specjalista do spraw Azji Południowo-Wschodniej doktor Nicolas Levi uważa, że to wojna tylko werbalna i propagandowy zabieg. Ekspert przypomniał, że władze komunistycznej Korei wielokrotnie już groziły południowemu sąsiadowi. W praktyce natomiast Korea Południowa jest drugim co do wielkości inwestorem w Korei Północnej. Nicolas Levi mówi, że pogróżkami Pjongjangu bardziej przejmują się Amerykanie. W razie wojny muszą bowiem bronić Korei Południowej, aby utrzymać hegemonię w tym regionie.

Inny ekspert, profesor Waldemar Dziak z PAN również uważa, że to propaganda i "prężenie muskułów". Jak mówi, jeszcze trzy lata temu Północ zdołała zatopić południowokoreańską korwetę i ostrzelać terytorium południowokoreańskie. Dziś taka sytuacja jest niemożliwa, bo Korea Południowa wie już jak zareagować. - mówi profesor Dziak. - tłumaczy. A rozwojowi konfliktu sprzyja bogaty potencjał militarny. W obawie przed jego rozwojem Południe może z kolei zaatakować Północ już teraz, bo za 4-5 lat taka konfrontacja może być znacznie trudniejsza.

Groźba wejścia w „w stan wojny” Korei Północnej z Południem to na razie nic nie znaczące obietnice - twierdzi z kolei Wojciech Lorenz z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Jego zdaniem, deklaracje władz Korei Północnej mogą świadczyć o słabej pozycji młodego przywódcy Kim Dzong Una. Obawiając się o brak posłuchu wśród wojskowych próbuje on wywołać atmosferę wojny, by wykreować się na przywódcę, który konsoliduje naród wokół siebie. W opinii Lorenza, o wojnie na Półwyspie nie ma mowy. Północ nie przygotowuje się bowiem do akcji zbrojnej.

Kim Dzong Un prawdopodobnie blefuje - uważa z kolei ekspert do spraw zbrojeń i handlu bronią, doktor Robert Czulda. Jego zdaniem, jeśli Pjongjang dążyłby do wywoływania konfliktu, nie mówiłby o nim. Ekspert zwraca uwagę, że wypowiedź Kim Dzong Una ma kontekst wewnętrzny. Chodzi o umocnienie jego pozycji i uwiarygodnienie w oczach armii Północy.

Dziś Korea Północna zagroziła zamknięciem strefy przemysłowej Kaesong, współpracującej z Południem. Obowiązują tam zasady wolnego handlu. Do tej pory Pjongjang nigdy nie groził zamknięciem działalności tego regionu przemysłowego, który przynosi komunistycznemu krajowi duże zyski.

Stany Zjednoczone oświadczyły, że groźbę Korei Północnej traktują poważnie. Rzecznik Białego Domu podkreślił, że takie działania północy pogłębią tylko jej izolację. Szef chińskiej dyplomacji Hong Lei uważa natomiast, że należy podjąć wzmożone, wspólne wysiłki dla złagodzenia sytuacji na Półwyspie Koreańskim. Rosja zaapelowała natomiast do obu stron konfliktu o "maksymalną powściągliwość".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło IAR
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj