Prezydent Syrii jednak postawił warunek. Mówił, że Damaszek nie wypełni postanowień o wydaniu broni pod międzynarodową kontrolę, jeżeli Stany Zjednoczone nie przestaną wcześniej grozić atakiem. Asad dodał, że Waszyngton powinien przestać stosować "politykę gróźb".

Baszar al-Asad cytowany wcześniej przez rosyjskie media mówił, że Syria przekaże kontrolę nad bronią chemiczną ze względu na Rosję, a nie w obawie przed amerykańskim groźbami. Syryjski prezydent ostrzegł też, że interwencja zbrojna w jego kraju wywoła wojnę na całym Bliskim Wschodzie.

Asad zapowiedział także, że wkrótce przekaże sekretariatowi ONZ odpowiednie dokumenty, niezbędne do parafowania porozumienia o przejęciu kontroli nad bronią chemiczną. Syryjski prezydent jest też gotów do podpisania decyzji o utylizacji arsenału chemicznego.

Komentując ostatnie wydarzenia, szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow oświadczył, że następnym krokiem w sprawie Syrii powinno być zwołanie kolejnej tury rozmów pokojowych - "Genewa 2".

Tymczasem rosyjscy eksperci już liczą, ile będzie kosztować utylizacja broni chemicznej. Zenobii Pak, były minister przemysłu zbrojeniowego Rosji, twierdzi, że koszty takiej operacji mogą wynieść od 300 do 400 mln dolarów.

Z informacji ujawnionych przez dziennik "Kommiersant" wynika, że utylizacją syryjskiego arsenału chemicznego zajęłyby się wspólnie Rosja i Stany Zjednoczone.

Przekazanie syryjskiej broni chemicznej pod kontrolę międzynarodową zaproponowała Rosja. Gdyby doszło to do skutku, to mogłoby być bezkrwawym wyjściem z kryzysu politycznego, jaki powstał po użyciu broni chemicznej na przedmieściach Damaszku. Według Amerykanów, 21 sierpnia zginęło tam ponad 1400 osób, a za atak odpowiedzialny jest reżim Baszara al-Asada. Prezydent Syrii zaprzecza, jakoby użył przeciwko swoim obywatelom broni chemicznej.

W Syrii od ponad 2 lat trwa wojna domowa. Szacuje się, że życie w konflikcie straciło ponad 100 tysięcy osób. Mówi się też o ponad 2 milionach uchodźców.