Tego typu historie przywracają nadzieję w sytuacjach, kiedy to właśnie o nią najbardziej trudno. W Tacloban, które ucierpiało po przejściu super-tajfunu Haiyan, na świat przyszła dziś Bea JoY Sagalis. Dziewczynka dostała imię po swojej babce, która zaginęła podczas tajfunu. Jej matka - Emily Sagalis, której historię opisują światowe agencje, w trakcie tajfunu sama o mało nie straciła życia. Kobietę, a także całą jej rodzinę zabrało ze sobą morze, kiedy ponad 6-metrowe fale zmyły całe osiedle parterowych drewnianych domków.

Dziecko urodziło się zdrowe, ale zarówno dziewczynka jak i jej matka wymagają profesjonalnej opieki. Na lotnisku w Tacloban, gdzie na ruinach terminalu naprędce zorganizowano punkt pomocy medycznej, brakuje nawet antybiotyków.

Na lotnisku wojskowym w stolicy Filipin Manili od soboty koczują setki osób, które pozostawiły w zniszczonych przez tajfun Haiyan miejscowościach swoich bliskich.

Wciąż zerwana jest łączność telefoniczna z prowincjami Leyte i Samar. Filipińczycy starają się szukać zaginionych członków rodziny poprzez portale społecznościowe, na razie jednak nie ma mowy o przywróceniu łączności z najbardziej zniszczonymi miejscowościami. 

Ze względu na całkowity brak łączności osoby, które na Leyte i Samar pozostawiły rodziny, koczują przed wojskowym lotniskiem w stolicy kraju - Manili. To tu ewakuowani są najciężej ranni oraz ci, którzy podczas tajfunu stracili dorobek całego życia. Do stolicy powracają na pokładzie samolotów z pomocą humanitarną. Podobne sceny rozgrywają się na lotnisku w Tacloban, skąd za wszelką cenę chce wydostać się wiele osób.

W jednej z najbardziej zniszczonych miejscowości, gdzie według lokalnych władz zginąć mogło nawet 10 000 osób, brakuje praktycznie wszystkiego. Mieszkańcy winią władze Filipin za opieszałość w akcji ratowniczej i zapewnianiu podstawowych środków do życia tym, którzy uratowali się z kataklizmu.