– napisał wczoraj na Twitterze szef MSZ Litwy Linas Linkevičius. Wielkiej wiary w rozmowy z Kremlem nie ma też dalej na zachód, a mimo to ich intensywność wzrosła. Tyle tylko, że uczestnicy negocjacji traktują je jako pertraktacje ostatniej szansy.
Can't trust a single word of #Ru leader. It's worthless until proved on the ground. https://t.co/M9UvDy2lnb
— Linas Linkevicius (@LinkeviciusL) luty 8, 2015
- oświadczył w sobotę prezydent Francji François Hollande. – – dodawała kanclerz Niemiec Angela Merkel.
CZYTAJ WIĘCEJ: W środę w Mińsku nowe spotkanie w sprawie Ukrainy?>>>
Oboje zachodni liderzy wspólnie z sekretarzem stanu USA Johnem Kerrym odwiedzili w czwartek Ukrainę i jej prezydenta Petra Poroszenkę. W piątek – ze względu na sprzeciw Moskwy bez Kerry’ego – przez pięć godzin rozmawiali z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem. W sobotę dyskusja była kontynuowana podczas monachijskiej konferencji na temat bezpieczeństwa, a weekend skończył się rozmowami telefonicznymi przywódców czterech państw tzw. formatu normandzkiego (Francja, Niemcy, Ukraina, Rosja). Temat perspektyw zakończenia wojny w Zagłębiu Donieckim będzie kontynuowany w Mińsku, dokąd liderzy tych krajów udadzą się w środę.
Negocjacyjne wzmożenie wywołała styczniowa ofensywa sił separatystycznych na północnym i zachodnim odcinku frontu, w wyniku której odbiły one lotnisko w Doniecku i zbliżyły się do zamknięcia w kotle strategicznie ważnego miasta Debalcewe. Z drugiej strony nieplanowana wcześniej wizyta Hollande’a i Merkel w dwóch stolicach była efektem propozycji, które sformułował Kreml. Propozycje te były początkowo owiane tak wielką tajemnicą, że wielu Ukraińców uznało, iż Zachód odda ich kraj w rosyjskie objęcia. Zaniepokojenie było tak olbrzymie, że w czwartek wieczorem szef MSZ Ukrainy Pawło Klimkin napisał na Twitterze: .
Bo też z biegiem godzin stawało się coraz bardziej jasne, że na stole leżą warunki zbliżone do uzgodnionych we wrześniu w stolicy Białorusi. A więc wstrzymanie ognia, wycofanie ciężkiego sprzętu wojskowego z dala od linii demarkacyjnej i stworzenie w ten sposób szerokiej na 50–70 km strefy częściowo zdemilitaryzowanej, a także uznanie przez Kijów autonomii Zagłębia Donieckiego, koniec blokady ekonomicznej regionu, a wreszcie przywrócenie ukraińskiej kontroli nad całością granicy z Rosją. Francuskie „Le Figaro” pisało zaś, że tym razem Kreml żąda też deklaracji, że Kijów nigdy nie wstąpi ani do UE, ani zwłaszcza do NATO, czego Ukraina chce uniknąć z obawy przed utknięciem na dobre w szarej strefie między Rosją a Zachodem.
Co do pozostałych regulacji diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Nie wiadomo, która linia powinna zostać uznana za linię demarkacyjną – ta z września czy też ta uwzględniająca postępy styczniowej ofensywy. Nie jest jasne, jakie kompetencje miałoby uzyskać autonomiczne Zagłębie Donieckie. Rosja podtrzymuje warunek federalizacji Ukrainy i konfederalizacji relacji między Kijowem a Donieckiem i Ługańskiem. Kijów oferuje co najwyżej i tak opracowywaną reformę samorządową. Poroszenko po raz pierwszy nie wykluczył przeprowadzenia w tej sprawie ogólnopaństwowego referendum, choć podkreślił, że jego wyniki są z góry znane.
Rzeczywiście, wszystkie sondaże pokazują, że odsetek przeciwników państwa unitarnego na Ukrainie szybko maleje. Ze styczniowego badania Fundacji Inicjatywy Demokratyczne (FDI) wynika, że tylko 6 proc. Ukraińców wierzy, iż federalizacja kraju przyniosłaby mu pokój. - - pisze politolog FDI Marija Zołkina.