Dziennik Gazeta Prawana logo

Klucz do zamachów leży w Paryżu? Ciąg wydarzeń wskazuje, że ataku nie dało się uniknąć

14 listopada 2015, 19:05
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Francois Hollande
Francois Hollande/PAP/EPA
11 września, 11 marca, 7 lipca - przez niemal półtorej dekady Francji udawało się uniknąć ataku na taką skalę, by jego data stała się symbolem aktu terroru. Od początku 2015 roku sytuacja nad Sekwaną jednak gwałtownie się zmienia. Nie przypadkiem: władze w Paryżu w pełzającą wojnę z muzułmańskim radykalizmem w ostatnich latach zaangażowały się jak nigdy wcześniej.

Francois Hollande nigdy nie miał politycznego farta. Ot, niezły partyjny kadrowiec, który znalazł się na czele Partii Socjalistycznej tylko dlatego, że z jej szeregów nie dało się wyłonić charyzmatycznego lidera, który pociągnąłby ugrupowanie. Trudno się dziwić, że francuski prezydent już w ciągu kilku pierwszych miesięcy w Pałacu Elizejskim dorobił się opinii najgorszego przywódcy w powojennej historii Francji. Ale niskie notowania nie były jeszcze najgorsze. Bolesne były epitety: Pan Budyń (ewentualnie - Pudding), pingwin, nudziarz, najgorszy polityk świata. Nie było gafy, której by mu nie wytknięto. Uwadze krytyków nie uszło nawet to, że wymykając się z Pałacu Elizejskiego do kochanki, pomykał na skuterze wyprodukowanym poza Francją...

Nic zatem dziwnego, że sztabowcy Hollande’a, przemyśliwując zawczasu o zaplanowanych na wiosnę 2017 roku wyborach prezydenckich, próbowali z elektoratem najróżniejszych sztuczek. Żadna nie wyszła. Jako lider polityczny rezydent Pałacu Elizejskiego nie wystąpił z żadną przełomową inicjatywą, jego gospodarcze pomysły - jak megapodatki dla bogatych czy balansowanie na granicy potępienia polityki oszczędności i cięć w stylu forsowanym przez Berlin - spaliły na panewce. Spin doktorzy postawili więc na budowanie wizerunku twardziela.

Interwencja po taniości

Grunt przygotowało poparcie Sarkozy’ego dla obalenia Muamara Kaddafiego w Libii w 2011 roku. Paryż opowiedział się wówczas za nalotami na pozycje armii dyktatora, błyskawicznie uznał nowe władze libijskie, forsował w ONZ rezolucję wzywającą do ustanowienia strefy zakazu lotów nad libijskim terytorium. Ale - choć w antyreżimowej koalicji Francuzi odgrywali wraz z Brytyjczykami rolę motoru - to ich udział w kampanii przeciw Kadafiemu był rozmyty wśród innych "chętnych".

Hollande zagrał mocniej. - - grzmiał prezydent przeszło dwa lata temu. Paryż wezwał wówczas do interwencji w Syrii.

Jednak woli do ataku zabrakło przede wszystkim poza Francją. "Czerwona linia", jaką wyznaczał syryjskiemu reżimowi w Damaszku Biały Dom, okazała się wyłącznie zabiegiem retorycznym. Chętnych do ataku w USA nie było, ale i nad Sekwaną entuzjazm był śladowy. -- kwitował kąśliwie publicysta ds. wojskowości z sympatyzującego z prawicą tygodnika "Le Point", Jean Guisnel. - - dodawał.

Niezrażony tym Pałac Elizejski półtora roku później dostrzegł okazję udowodnienia, że ma ciężką rękę. Francuski kontyngent w Republice Środkowoafrykańskiej był raczej standardową operacją pilnowania własnych interesów. Ale gdy w 2012 roku luźno powiązani z terrorystyczną międzynarodówką rebelianci wszczęli na północy Mali wojnę, zmierzającą do oderwania północnej części kraju i stworzenia tam swoistego quasi-kalifatu, Paryż wysłał tam zarówno lotnictwo, jak i piechotę. Operacja Serval okazała się w dużej mierze sukcesem: z piątki liderów rebelii trzech zginęło, jeden uciekł do ojczystej Algierii, ostatni gdzieś przepadł. Władze Mali odzyskały o tyle, o ile kontrolę nad swoim terytorium i dziś kraj powoli odżywa.

Mimo to francuskie interwencje nie budziły zachwytu wśród ekspertów. - - wytykał Robbin Laird, amerykański konsultant ds. wojskowości. - - kwitował. Cóż, może dlatego oba państwa zdecydowały się wyłącznie na naloty na cele Państwa Islamskiego (Francja przyłączyła się do Amerykanów we wrześniu)?

Jednak Francuzi chcieliby powołać do życia specjalny fundusz na interwencje wojskowe na całym globie. - - podsumowywał afrykańskie ekspedycje francuskich sił zbrojnych Hollande. Na europejskich salonach przyjęto jednak ten pomysł chłodno. - - ucięła Angela Merkel. Projekt przemilczano.

Pajęczyna resentymentów

Mało tego, Paryż traktuje nowe interwencje jako narzędzie odbudowy swojej - tradycyjnie potężnej, ale od lat słabnącej - pozycji na Czarnym Lądzie. Tyle że tu żarty się kończą: udział w operacji w Afganistanie, a nawet apele o interwencję w Syrii nie miały nad Sekwaną aż tak wielkiego znaczenia. Tradycyjnym terytorium wpływów francuskich w świecie muzułmańskim był Maghreb: od Maroka po Tunezję. Stamtąd też pochodzi olbrzymia większość żyjących we Francji muzułmanów. Dlatego też awantury pod Hindukuszem czy w Syrii były im dosyć obojętne. Ale już Libia, Algieria, czy pas Sahelu - to co innego.

Co gorsza, w ślad za operacjami zamorskimi nie poszła najwyraźniej mobilizacja służb bezpieczeństwa w samej Francji. Jeżeli jeszcze po fali ataków algierskich Zbrojnych Grup Islamskich w latach 90. służby kontrolowały środowiska radykałów, to dekada spokoju po atakach na WTC sprawiła najwyraźniej, że przegapiły narodziny nowej generacji fanatyków: w olbrzymiej mierze "samotnych wilków", jak Mohammed Merah, który ponad trzy lata temu przez jedenaście dni szalał po Tuluzie. W 2013 i 2014 roku Francuzów atakowało też przynajmniej czterech osobników, w tym dwóch nożowników i dwóch kierowców taranujących przechodniów prowadzonymi przez siebie autami. W tym roku liczba takich incydentów będzie zapewne dwa razy wyższa.

Ich sprawcy to wciąż margines, ale resentymenty wśród francuskich muzułmanów są powszechne. - - wylicza amerykański antropolog, prof. John R. Bowen. Na rachunek krzywd składa się zarówno podporządkowywanie sobie podbitych ziem siłą, a potem zdrada wobec tych Arabów, którzy stanęli po stronie Francuzów. Zdrada czasem dosłowna: wycofując się z Algierii po wojnie z lokalnym ruchem narodowowyzwoleńczym, Francuzi zostawiali swoich lokalnych sprzymierzeńców, harkis, na pastwę zwycięzców - a ci się nad harkis pastwili. Zresztą nawet ci, którym udało się uciec z Algierii, mieli pod górkę. Zaludnili blokowiska na przedmieściach, by po kilku dekadach żyć w warunkach takich, jakie sportretował dwie dekady temu Matthieu Kassovitz w głośnym filmie "Nienawiść" (w którym zresztą młodzi, sfrustrowani mężczyźni dalecy są od religijnego uniesienia).

Historia to nie jedyny powód resentymentów. Gdy w pierwszej dekadzie XXI wieku w Europie rozgorzała dyskusja o chustach, jakimi okrywają się muzułmanki, we Francji miała ona szczególnie burzliwy przebieg - nad Sekwaną takie symbole ruguje się z przestrzeni publicznej wyjątkowo gorliwie. Do tego można dołożyć swoiście kąśliwe podejście Francuzów do religii, nie tylko islamu - słynne laicite, którego skrajnym (ale nie aż tak bardzo) przykładem był magazyn "Charlie Hebdo".

John R. Bowen chętnie dorzuca też do tej listy sukcesy Frontu Narodowego w ostatnich latach. Choć liderzy Frontu, z Marine Le Pen na czele, odcinają się od rasizmu czy ksenofobii, i chętnie witają w swoich szeregach muzułmanów (którzy z kolei sympatyzują z Frontem, próbując odcinać się w ten sposób od radykałów), to na poziomie lokalnych działaczy antymuzułmańskie tyrady są dosyć łatwą metodą budowania popularności. Nie ma wątpliwości, że listopadowe ataki w Paryżu tylko wzmocnią wzajemną niechęć i nieufność. Ale może przynajmniej zmobilizują do działania francuskie służby bezpieczeństwa tak, jak zamachy w Londynie zmobilizowały Brytyjczyków.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj