We wtorek w Parlamencie Europejskim niemiecka kanclerz przedstawiła swoją wizję przyszłości Unii Europejskiej w debacie z europosłami i przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claude'em Junckerem. Merkel stoi na czele niemieckiej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU).

Głos zabrali też przedstawiciele grup politycznych, w tym w imieniu Europejskich Konserwatystów i Reformatorów Ryszard Legutko. Skrytykował on Merkel za zbyt dużą ingerencję jej rządu w procesy decyzyjne w UE.

- Tu w Parlamencie Europejskim, gdy chce się zrobić coś w sprawie, która nie podoba się pani rządowi, np. zatrzymać Nord Stream 2 czy ograniczyć działalność Jugendamtów, przeszkody wyrastają jak grzyby po deszczu. I wygląda na to, że niezwykle trudno jest cokolwiek zrobić, a jeśli już nawet się uda, to te działania są lekceważone przez pani rząd, gdyż może on sobie na to pozwolić – powiedział, zwracając się do kanclerz.

Jednak w rzeczywistości - jak mówił - rodzina polityczna Angeli Merkel gra drugie skrzypce w europejskiej polityce. - Choć pani wystąpienie było interesujące, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że 95 proc. z tego, co pani powiedziała, mogłoby równie dobrze zostać powiedziane przez niejakiego Martina Schulza, który przez wielu został już zapomniany, ale kiedyś był tu ważną postacią. I ciągnął tę izbę w lewo przy wsparciu EPL – powiedział Legutko.

Schulz, niemiecki socjaldemokrata, był w przeszłości dwukrotnie przewodniczącym PE.

Legutko wskazywał podczas debaty, że decydującą rolę w instytucjach unijnych zaczęła odgrywać lewica, "która narzuca swoją ideologię, swój polityczny program, a nawet swój język".

- Nie będę pani mówił o niemieckiej tradycji chrześcijańskiej demokracji, gdyż wie pani na ten temat znacznie więcej niż ja. Ale co się z nią właściwie stało? Gdzie się ulotniła? Portret Konrada Adenauera w pani biurze to za mało. Gdzie jest pani chrześcijańsko-demokratyczna wizja Europy? – pytał szef EKR.