Claude Moraes przypomniał, że delegacja Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE) przebywała trzy miesiące temu w polskiej stolicy. Europosłowie oceniali wtedy zagrożenia dla rządów prawa i podstawowych unijnych wartości w Polsce. Delegacja spotkała się m.in. z sędzią Małgorzatą Gersdorf, ministrem spraw zagranicznych Jackiem Czaputowiczem, przedstawicielami Sejmu i Senatu, jak również przedstawicielami organizacji pozarządowych i mediów.

W poniedziałek w Parlamencie Europejskim Moraes zaprezentował wnioski z raportu, który powstał po powrocie delegacji z Warszawy. Pod dokumentem nie podpisali się jednak wszyscy jej członkowie, których było siedmiu; podpisania raportu odmówiło dwóch eurodeputowanych - Waldemar Tomaszewski z frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) oraz Nicolas Bay z partii Europa Narodów i Wolności (ENF).

Jak powiedział Moraes, z raportu wynika, że reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce spowodowały ryzyko poważnego zagrożenia praworządności w Polsce. Wymienił przy tym wątpliwości dotyczące zmian w Trybunale Konstytucyjnym, ustawy o sądach powszechnych i reformy Sądu Najwyższego oraz Krajowej Rady Sądownictwa. Jak powiedział, polskie władze mają prawo do prowadzenia reformy wymiaru sprawiedliwości. Jednak przypominam, że po historycznej akcesji Polski do UE, polscy sędziowie są też sędziami europejskimi - dodał.

Moraes zwrócił uwagę, że członkowie delegacji, którzy podpisali się pod raportem, ocenili też krytycznie sytuację mediów w Polsce. Pogorszyły się warunki pracy mediów, dostęp do informacji, pomimo relatywnej wolności mediów - wskazał.

W raporcie napisano też, że w niektórych regionach kraju Polki borykają się z problemami z dostępem do antykoncepcji, pigułki dzień po i do aborcji. Autorzy raportu wskazali, że pomimo wciąż dobrze prosperującego społeczeństwa obywatelskiego, pogarszają się warunki pracy organizacji pozarządowych np. ze względu na zredukowane finansowanie, niejasne procedury przetargowe i zwiększone obciążenia administracyjne.

Szef LIBE powiedział, że żałuje, iż delegacji nie udało się spotkać z członkami najwyższych polskich władz. Poprosiłem o spotkanie z prezydentem, premierem, ministrem sprawiedliwości oraz szefem rządzącej partii. Nie udało nam się spotkać z żadną z tych osób - podkreślił. Konkludując Moraes powiedział, że wobec braku głosów sprzeciwu na sali raport uznaje się za przyjęty, ale przyznał, że nie wszystkie grupy go zaakceptowały.

Komisja nie poświęciła tej sprawie wiele czasu podczas obrad, na sali było bardzo niewiele osób, choć w skład komisji wchodzi kilkudziesięciu europosłów. Skomentował to sam Moraes, który powiedział: Chyba nie należy tłumaczyć braku frekwencji na sali brakiem zainteresowania tym tematem, ponieważ w ogóle dzisiaj od początku posiedzenia mamy niewielu posłów na sali.

Podziękował też uczestnikom delegacji i autorom raportu. Oprócz Moraesa wypowiedziało się dwoje europosłów, w tym Judith Sargentini (Zieloni), która była członkiem delegacji. Sargentini powiedziała, że dobrze, iż polski rząd zdecydował się na nowelizację ustawy o SN, gdy KE złożyła skargę na tę ustawę do Trybunału Sprawiedliwości UE. Dodała, że obawia się, iż miał to być sposób na przekonanie Rady Europejskiej, by przestała się zajmować Polską w ramach procedury art. 7 unijnego traktatu.

Szef frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w PE Ryszard Legutko (PiS) uważa, że raport komisji wolności obywatelskich w sprawie praworządności w Polsce nie oddaje rzeczywistości. Skrytykował m.in. jego wnioski na temat sytuacji polskich mediów. Komisja wolności obywatelskich to komisja polityczna, która reprezentuje większość w PE. Ta większość w PE walczy od zawsze z parlamentarna mniejszością, a od pewnego czasu walczy z krajami, które uznaje za niepokorne. Oni nie są zainteresowani argumentami czy wyjaśnieniami - powiedział PAP.

Europoseł powiedział, że trudno sobie wyobrazić, żeby kilkuosobowa delegacja w ciągu kilku dni spędzonych w Polsce potrafiła ocenić praworządność w danym kraju. Nie znają prawa, nie znają sytuacji. Tu nie chodzi o wolność, nie chodzi o praworządność, chodzi o dominację jednej ideologii. Chodzi o monopol ideologiczny - powiedział.

Legutko skrytykował też fragment raportu dotyczący mediów. Dokument mówi o "pogarszających się warunkach pracy mediów (wskazuje np. dostęp do źródeł rządowych i parlamentarnych), pomimo względnej wolności mediów". Zagrożenie dla wolności mediów jest we Francji, jest w Niemczech, jest w Hiszpanii, gdzie za poglądy nieprawomyślne ludzie są karani, gdzie prawo jest zmieniane w ten sposób, że pewne poglądy są z urzędu ścigane. W Polsce można napisać wszystko i nie jest to w żaden sposób przedmiotem represji - powiedział Legutko.