Wielka Brytania, opuszczając Unię, liczy na porozumienie handlowe ze Stanami Zjednoczonymi. Ale członkowie Kongresu z obydwu partii są mu przeciwni, jeśli Londyn zdecyduje się na twardy brexit i ustanowi regularną granicę między Irlandią Północną a resztą wyspy w Belfaście. Donald Trump, nie oglądając się na władzę ustawodawczą, straszy Europę kolejnymi cłami. A w brytyjskiej prasie pojawiają się informacje, że brexit może zostać przesunięty do 2021 r., jeśli władze w Londynie poproszą o to unijnych przywódców. Oficjalnie ten pomysł poparł kanclerz Austrii Sebastian Kurz. Odrzuca go jednak premier Theresa May. Dziennik „Guardian” na podstawie rozmów ze swoimi źródłami szanse na wyjście Wielkiej Brytanii z UE bez umowy ocenia na 50 proc.

Kilka tygodni temu temu na waszyngtońskim Kapitolu obchodzona była setna rocznica pierwszego posiedzenia Dáil Éireann, czyli niższej izby irlandzkiego parlamentu (do 1922 r. jednoizbowego). Głos w sprawie przyszłości po „rozwodzie” Wielkiej Brytanii z Brukselą zabrał republikański kongresmen Pete King z Nowego Jorku. - Jeżeli Brytyjczycy chcą jakiejkolwiek umowy z USA w sprawach celnych, przepływ ludzi przez granicę między Ulsterem a Irlandią musi pozostać swobodny. Użyjemy wszystkich wpływów, by tak się stało – powiedział. Wtórował mu demokrata z Massachusetts Richard Neal, który niedawno został szefem kongresowej komisji piszącej prawo podatkowe i mającej decydujący wpływ na literę umów handlowych. - Zanim zaczniemy się zastanawiać nad negocjacjami z Londynem, upewnimy się, że porozumienie wielkopiątkowe, które po latach konfliktu przyniosło wyspie pokój, nie zostanie naruszone – stwierdził.

Kwestia granicy między Irlandią a Irlandią Północną jest jednym z największych problemów utrudniających zawarcie porozumienia w sprawie brexitu między Londynem a Unią Europejską. W październiku główny unijny negocjator Michel Barnier powiedział, że może ona uniemożliwić zawarcie umowy z Wielką Brytanią o jej wyjściu ze Wspólnoty.

Według brytyjskich mediów premier Theresa May jest gotowa zgodzić się w ramach wymaganego przez Brukselę tzw. rozwiązania awaryjnego (backstop) na wypadek braku innego porozumienia na tymczasowe pozostanie Wielkiej Brytanii w unii celnej z UE przy jednoczesnym zachowaniu przez Irlandię Północną członkostwa we wspólnym rynku dóbr. Takie rozwiązanie miałoby obowiązywać do czasu wypracowania porozumienia handlowego lub znalezienia innego mechanizmu, który pozwoliłby na przepływ dóbr i towarów bez konieczności powrotu granicy na wyspie Irlandii.

Ameryka odegrała 20 lat temu dużą rolę w negocjowaniu pokoju. Z ujawnionych przez brytyjskie władze pod koniec grudnia dokumentów wynika, że o porozumienie między Belfastem a Dublinem bardzo zabiegała irlandzka diaspora w Stanach Zjednoczonych. A szczególnie jej wpływowi przedstawiciele: ambasador USA przy ONZ, a potem demokratyczny senator z Nowego Jorku Daniel Patrick Moynihan oraz legenda lewicy Edward Kennedy, który reprezentował Massachusetts w Senacie przez prawie pół wieku. Przez lata z mozołem naciskali na Departament Stanu, by ten wydał amerykańską wizę przywódcy Sinn Fein Gerry’emu Adamsowi, wbrew stanowisku Białego Domu i Downing Street.

Do wizyty Irlandczyka w Waszyngtonie w końcu doszło. Historycy są zgodni, że bez niej nie byłoby porozumienia wielkopiątkowego. – Nasza wspólnota (Amerykanów pochodzenia irlandzkiego – red.) napnie swoje polityczne mięśnie, aby sprzeciwić się każdemu traktatowi, który nie zapewni swobodnego przepływu ludzi, towarów i usług przez granicę. Liderzy diaspory odbyli już w tej sprawie wiele spotkań w Dublinie i Belfaście. Nie możemy pozwolić na postawienie muru granicznego, tak jak nie ma naszej zgody na powrót bigoterii i dyskryminacji – mówi DGP Brian O’Dwyer, prawnik zatrudniony w administracji Billa Clintona w czasach negocjowania porozumienia zawartego w Wielki Piątek 1998 r.

Na razie nie wiadomo, co o gwarancjach dla Irlandii Północnej myśli Biały Dom. Donald Trump jest pierwszym od dekad amerykańskim przywódcą, który deklaruje się jako protekcjonista i używa ceł jako narzędzia do walki z Unią Europejską, która – jego zdaniem – powstała, by szkodzić interesom USA. Podczas konferencji prasowej z udziałem austriackiego kanclerza Sebastiana Kurza powiedział, że cła na samochody przywożone z Europy są czymś, o czym „z pewnością myślimy”. Ogłosił, że ministerstwo handlu USA ma teraz sprawdzić, czy importowane pojazdy i części stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA.